| ||
|
Patrzysz na wypowiedzi wyszukane dla hasła: Komisja Wojskowa Wielkiego Księstwa Litewskiego
|
| Szukaj:Słowo(a): Komisja Wojskowa Wielkiego Księstwa Litewskiego |
Dziś święto biało-czerwonej 5. RAZ OBCHODZIMY DZIEŃ FLAGI RP ![]() Powszechnie uważamy, że towarzyszy nam od zawsze. Tymczasem biało-czerwona flaga jest "nasza" od niespełna 180 lat. W piątek obchodzimy jej święto. Będzie hucznie i podniośle. Izba senatorska i poselska po wysłuchaniu wniosków Komisji sejmowych, zważywszy potrzebę nadania jednostajnej oznaki, pod którą winni łączyć się wszyscy Polacy, postanowiły i stanowią: Artykuł 1. Kokardę narodową stanowić będą kolory herbu Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, to jest kolor biały z czerwonym. Artykuł 2. Wszyscy Polacy (...) te kolory nosić mają w miejscu, gdzie takowe oznaki dotąd noszonymi były". W ten sposób 7 lutego 1831 roku Sejm Królestwa Polskiego podjął specjalną ustawę dotyczącą barw polskiej flagi. Wcześniej, obok barw biało-czerwonych, używane były także inne barwy. Od 2004 obchodzimy święto biało-czerwonej - Dzień Flagi RP. Defilady, msze i koncerty W tym roku będzie, jak zwykle, uroczyście. Wszystko rozpocznie się przed południem uroczystym podniesieniem flagi państwowej na Wieży Zegarowej Zamku Królewskiego w Warszawie. Podczas uroczystości na Placu Zamkowym, które rozpoczną się o godz. 11, odbędzie się m.in. wręczenie flag narodowych i certyfikatów wyróżnionym jednostkom wojskowym, pokaz musztry paradnej oraz uroczysta defilada Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. Po uroczystej defiladzie na Placu Zamkowym odbędzie się koncert w wykonaniu Reprezentacyjnego Zespołu Wojska Polskiego pt.: "... a na tej fladze biel jest i czerwień", a wieczorem, o godz. 18, w Katedrze Polowej WP biskup polowy WP gen. dyw. Tadeusz Płoski odprawi mszę świętą z okazji uroczystości odpustowych ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski oraz Święta Flagi. Flagę uczcimy nie tylko w stolicy Dzień Flagi to nie tylko Warszawa. Nieodłącznym jego punktem jest podniesienie flagi, np. w Gdyni na maszt centralny przed Płytą Marynarza Polskiego. Ponadto w Gdyni zaplanowano pokaz musztry paradnej na skwerze Kościuszki w wykonaniu Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej. We Wrocławiu zaś, na rynku głównym, odbędzie się koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu Orkiestry Reprezentacyjnej Śląskiego Okręgu Wojskowego. mtom//mat VIDE: http://www.tvn24.pl/-1,1548049,wiadomosc.html . |
![]() Hrabia Karol Brzostowski urodził się 11 lutego 1796 r. w Michaliszkach na Wileńszczyźnie. Jego dziadek Joachim Litawor Chreptowicz był kanclerzem Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz jednym z twórców Komisji Edukacji Narodowej w 1773 r. Karol wzrastał w atmosferze umiłowania tradycji, najpiękniejszych wartości duchowych, wierności i oddania Ojczyźnie. Karol Brzostowski w wieku dwudziestu lat rozpoczął służbę w sztabie wojsk Królestwa Kongresowego. Zdobył wykształcenie, zajmując się jednocześnie majątkiem sztabińskim (koło Augustowa). Gdy osiągnął stopień kapitana inżyniera, zrezygnował z kariery wojskowej za cel stawiając sobie ratowanie odziedziczonego gospodarstwa. Zmagał się z różnymi trudnościami, miał poważne problemy finansowe. Sukces osiągnął dzięki racjonalnemu rozumowaniu i sile charakteru. Stworzył folwark działający w oparciu o kapitalistyczne zasady. Wszyscy mieszkańcy dóbr objęci byli nauką elementarną. Ofiarował poddanym wolność, niezależność gospodarczą i opiekę socjalną. Przeprowadził oczynszowanie i zapewnił chłopom zatrudnienie w stworzonym przez siebie kombinacie rolno-przemysłowym. Był uczestnikiem powstania listopadowego (odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari). Konieczność historyczna zmusiła Brzostowskiego do emigracji. Przebywając w Europie Zachodniej zgłębiał wiedzę o nowoczesnym gospodarstwie wiejskim i zdobyczach technicznych. Nowe myśli i idee wcielił w życie w swym majątku Sztabin, gdzie stworzył samorząd zwany Rzeczpospolitą Sztabińską. Tam też uruchomił hutę szkła, żelaza, fabrykę narzędzi a także pierwszy telegraf. We wsi Janówek wykonywano odlewy żelazne do śluz Kanału Augustowskiego. Swój majątek właściwie przekazał włościanom i robotnikom. Jednym z warunków utrzymania dziedziczonej dzierżawy ziemi była dbałość o utrzymanie produkcji. Testament Brzostowskiego jest dokumentem społecznego postępu w historii polskiej wsi. Mocą postanowień testamentowych chłopi otrzymali w dziedziczne użytkowanie wszystkie uprawiane dotąd grunty i łąki. Ich własnością stały się również budynki mieszkalne. Powołana testamentem Instytucję Rolniczo-Przemysłową stanowiły posiadłości rolne i zakłady produkcyjne, na które składały się: odlewnia, fabryka maszyn i narzędzi rolniczych, huta szkła, browar, gorzelnia, wytwórnia wódek gatunkowych, wiatrak, młyn, tartak, cegielnia. Rzeczpospolita Sztabińska była nie tylko osiągnięciem społecznym, stanowiła również przykład dobrze funkcjonującego przedsiębiorstwa rolno-przemysłowego o charakterze spółdzielczym. Do dziś pozostały świadectwa materialne po Fundacji Sztabińskiej takie jak kościół w Sztabinie, a także szkoły w Krasnoborkach, Kryłatce, Sosnowie i Sztabinie. Karol Brzostowski należał do najwybitniejszych polskich reformatorów społeczno-gospodarczych. Zmarł w 1854 r. Wiecej info: www.google.pl Pozdrawiam |
Odcinek III: „Przedmurze Chrześcijaństwa” Pierwsza wojna polsko-turecka (1641- 1644) Latem roku ’41, korzystając z wojennej zawieruchy szalejącej na terenach granicznych Litwy i Rosji oraz zajadłej wojny między Rzecząpospolitą a Moskwą, protegowany sułtana Ibrahima, hospodar mołdawski Bazyli Lupu ruszył z najazdem na Ruś Czerwoną grabiąc i paląc okoliczne wsie. Gdy wiadomość ta doszła do Warszawy- Izba Senacka, ciesząca się dużymi uprawnieniami podczas nieobecności króla Władysława, postanowiła o przyjęciu wyzwania. Oznaczało to tylko jedno- wojnę z Turcją. Tymczasem w Konstantynopolu dokładnie orientowano się w poczynaniach mołdawskiego panoszy. Sułtan, pragnąc wykorzystać zamieszanie w Polsce na swoją korzyść, postanowił wesprzeć Wasyla i przekazał swojemu wezyrowi, Çandarli Halil Paszy, Zielony Sztandar Proroka- turecki dostojnik zebrawszy wielotysięczną (obliczaną na 35-40 tysięcy bitnego wojska) armię złożoną ze ciężkozbrojnych Spahisów i Janczarów wyruszył z Istambułu na podbój Lechistanu ku większej chwale swego Boga. Ówczesne wojska Tureckie ![]() ![]() Wiadomość o wyprawie Çandarli Halila wzbudziła w Warszawie zamieszanie, lecz trudno nazwać je paniką. Pomimo poważnego zagrożenia, jakim był turecko-mołdawski najazd. Pustoszące tereny przygraniczne oddziały Wasyla zostały jednak zmuszone do odwrotu przez zwerbowanych jesienią ’41 roku kozaków zaporoskich, którzy z żołdu przyznanego przez Sejm posiłkowali lokalną milicję. Mimo, iż wypędzono mołdawskich harcowników, armia Halila Paszy dotarła już na Ukrainę i skierowała się w stronę Kamieńca Podolskiego, który zdobyty został szturmem przez Turków jeszcze tego roku. Wielki Hetman Litewski Ignacy Sołtanowicz wyruszył z Wilna w kierunku Ukrainy. Miał 9 tys. żołnierzy z litewskich armii magnackich, 8 tys. mieszczan-rekrutów, 4 tys. zawodowych piechocińców i tylko 1,5 tys. jazdy. Był gotowy na wszystko. Wiedział, że od jego kampanii może zależeć los jego ukochanej ojczyzny a być może nawet i całej Chrześcijańskiej Europy. O odbiciu Kamieńca Podolskiego nie mogło być na razie mowy . Miał stoczyć kilka bitew aby osłabić wroga przed ostatecznym uderzeniem. Miały go wesprzeć armie Czartoryskiego, Lubomirskiego, Paca i Potockiego. Zdołał on wygrać bitwę pod Nostalgią. Po dotarciu posiłków wojska Rzeczypospolitej ruszyły na Kamieniec. Zdołali rozbić wojska Çandarli Halil Paszy broniące Kamieńca. Dowódca nie został jednak pojmany. Kilka tygodni później dotarły posiłki tureckie. Mieli znacznie więcej ludzi niż Polska. Jasne było, że wojska Rzeczyposplitej nie mogły dłużej utrzymać twierdzy. Zadali jednak Turkom bardzo dotkliwe straty. Obrońcy zostali zmuszeni do wycofania się. Byli w ciągłym odwrocie. Obiecane posiłki nie nadchodziły a zaopatrzenie docierało z poważnym opóźnieniem. Pod Lwowem Polacy wsparci przez lokalne władze i wojsko przeszli do kontrataku. Zdołano chyba tylko cudem pobić niewiernych. Turcy zostali zmuszeni do wycofania się na Ukrainę. Ponosili oni kolejne porażki. Padł Kamieniec Podolski, Kijów a Polacy pobili całkowicie wroga w II bitwie o Kijów. Po przegranej Çandarli Halil Pasza podpisał 19 listopada 1644 pokój Kijowski. Oba kraje zobowiązały się do powrotu do Status Quo. Problemy Rosyjskie Rosyjscy bojarzy nieustannie namawiali Cara do ataku na osłabioną wojnami Polskę. Panowały zdecydowane tendencje nacjonalistyczne. Z tego powodu Polacy wysłali około 70% wojska na granicę z Rosją. 11 marca 1645 wojska Polskie przekroczyły granicę Polsko-Rosyjską. Szybko padła Moskwa, Wołgograd, Nowogród i Psków. Car Michał został pojmany i uwięziony razem ze swoim dworem. Zmuszono go do zawarcia upokarzającego traktatu Moskiewskiego. Oto jego treść i postanowienia.
Ludność Rzeczypospolitej Obojga Narodów po Traktacie Moskiewskim Populacja kraju: 7,640,000 Przyrost naturalny: ok. 4,6% rocznie -Polacy: 45,9% -Litwini: 15,4% -Rusini: 14.1% -Rosjanie: 10.2% -Żydzi: 8% -Niemcy: 3.2% -Łotysze: 3.2% |
Pozwola sie sam wciepnoć krótkie wypracowanie forumowicza z gazeta.pl jak przedstawio polsko-niymiecjkie relacje na tle historycznym i współcześnie. źródło: http://forum.gazeta.pl/fo...4197410&v=2&s=1 Przerobiłech oryginalny tekst na polskie czcionki. Tukej do pobrania pdf: http://www.sendspace.com/file/6pfy8e " Większość z forumowych Niemców wyraża się tylko negatywnie o Polsce, Dlaczego?" Na to składa się wiele spraw. Można je podzielić w kategorie 1. Obustronna niewiedza 2. Złe doświadczenia 3. Obecna sytuacja w Polsce Wszystkie trzy faktory przeplatają się tak, ze trudno jest je odrębnie opisywać. Zaczynając od tego pierwszego, to niestety większą niewiedze dotyczącą historii stosunków polsko-niemieckich zauważam po stronie polskiej. Nie znaczy to, ze Niemcy to geniusze! Jestem jeszcze na tyle poczytalny, by moc odróżnić idiotę od osoby inteligentnej czy zaślepionej. Większość osób, piszących na tym forum z Niemiec to Ślązacy. I tu zaczyna się problem... Jeśli ktoś jest Ślązakiem, nie może być Niemcem, Polakiem, Czechem? A jeśli nim jest, to nie ma prawa poczuwac się do narodowości śląskiej? Ślązacy, żyjąc dobre 600 lat w granicach Cesarstwa Rzymskiego, posiadają odrębna kulturę, historie i mentalność. Tą ostatnią można zauważyć na podstawie powyżej przytoczonego pytania. Ślązak czul się w pierwszym rzędzie Ślązakiem, czasem Prusakiem, ale (prawie) zawsze Niemcem. Nie można dzisiejszego Śląska porównywać do dawnej krainy, z której korzeni dzisiejsi Ślązacy (Niemcy) czerpią swoja tożsamość. Ten kraj (w wielkości Belgii) przestał istnieć. Zachowała się jedynie mała grupa Ślązaków na jego terytorium . Do tego trzeba dodać, że większość dzisiejszych mieszkańców GS to ludność napływowa z Polski lub potomkowie dawnych mieszkańców zaborów rosyjskiego i austriackiego. Przez nich pielęgnowane tradycje różnią się wiele od typowych śląskich. Do tego należy też poczucie przynależności narodowej. Ślązakom zawsze było bliżej do Wiednia, Pragi Berlina niż do Warszawy i Krakowa. Znamienny jest fakt, że Ślązacy ani razu nie brali udziału w polskich powstaniach niepodległościowych. Do tego dochodzi całkowicie idiotyczne przekazywanie historii obojga państw młodym Polakom. Użyje teraz kilku wycinków mojej korespondencji z innych dyskusji, więc się nie dziw jak będą Ci one znane. Zacznę od historii nowszej, tej która tyle łez, tragedii i nienawiści zawiera. Jest ona w głowach Polaków, Niemców i innych narodów jako największe dzieło ludzkiego barbarzyństwa. Jest w Polsce faktem mało znanym, ze ta hekatomba miała swoje logiczne powody, i ze Hitler był jedynie dość logiczna konsekwencją. Niestety Polska miała wielki „wkład“ w wybuch II Wojny Światowej, w 1939 roku. Jeżeli dokładnie się spojrzy na ten konflikt, to dochodzi się do wniosku, ze było to jedynie wznowieniem działań wojennych „starej I Wojny Światowej“. Biorąc pod uwagę skale nowożytnych zmagań wojskowych, można z całą pewnością określić okres od wojny o niepodległość USA do wojen Napoleona Bonaparte mianem I Wojny Światowej. Tak wiec konflikt roku 1914 był faktycznie II Wojna Światowa przerwana krótkim okresem „pokoju“. Piszę to dlatego w cudzysłowie, ponieważ o faktycznym pokoju nie mogło być mowy. Traktat Wersalski, o którym jego ojcowie, Clemenceu i Wilson byli przekonani, ze będzie fundamentem pokoju okazał się politycznym bublem. Ten polegał na nieumiarkowanej chęci wzbogacenia się na pokonanych przeciwnikach, nie dając im możliwości ludzkiej egzystencji, próby odwetu poprzez postawienie przed sąd międzynarodowy czołowych polityków i wojskowych, łącznie z monarchami, oraz traktowania byłych mocarstw Niemiec i Austrii wręcz jak persona non grata w Europie. Zarządano od nich nie tylko astronomicznych odszkodowań, które np. Niemcy spłaciłyby dopiero w roku 1989 (!). Odebrano im część terytorium na zachodzie, Memelland (Klajpede) na wschodzie oraz wzniecono wojnę domowa na Górnym Śląsku, który przyznano Polsce wbrew woli jego mieszkańców. Do tego Rzesza musiała się zrzec ze swoich kolonii. Powstały nowe państwa, które jako takie nigdy nie istniały. Przykładem służyć tutaj może Czechosłowacja. Na ten kraj tak samo jak na Polskę spada duża odpowiedzialność za rozpętanie późniejszego konfliktu. Niechętnie się dzisiaj mówi na temat planowanych czystek etnicznych wśród Niemców mieszkających w granicach tego państwa. W latach 1918-1919 miały miejsce pierwsze wypędzenia Niemców w dzisiejszej Francji i terytorium Polski. W Szczytnie i Strzałkowie koło Poznania utworzono pierwsze obozy koncentracyjne w Europie środkowej. Polskę musiało opuścić miedzy 750.000-1.000.000 Niemców. Niektórzy historycy mówią o 1.500.000 osób. Austro-Węgry zostały poćwiartowane. Reszta byłego cesarstwa pozostała w postaci Austrii politycznym karłem. Strach Austrii, związany z nową sytuacja wzbudził starą chęć zjednoczenia z Niemcami. Te chęć Austriaków i Niemców pogrzebali alianci na dwie dekady. Kolejne błędy popełnili oni w po 1945 r. przyłączając Południowy Tyrol do Włoch. Walka zbrojna Tyrolczyków trwała aż do lat 60-tych. Ruch separatystyczny istnieje do dzisiaj. Niemcy bardzo dużo inwestowały w tereny zabrane Polsce podczas zaborów. Stabilność prawa, obowiązek uczęszczania dzieci do szkol, wzorowy jak na owe czasy, pierwszy na świecie państwowy system ubezpieczeń społecznych doprowadziły do niesłychanego rozwoju przemysłu i różnych dziedzin nauk. Świadczą o tym do dzisiaj infrastruktura zachodnich ziem Polski i liczba niemieckich noblistów (80!). Bardzo ciekawe są statystyki migracyjne ówczesnych czasów. Polacy z zaboru rosyjskiego bardzo często osiedlali się na terenach należących do Rzeszy. Podobna sytuacje można było spotkać w Galicji. Polacy mieli tam pewną niezależność. Odzwierciedlała się ona miedzy innymi w przekonaniu, ze „można być dobrym Polakiem i dobrym sługą Jego Cesarskiej Mości“. Nie zmieniało to faktu wręcz katastrofalnej sytuacji ekonomicznej i edukacyjnej. Tysiące Polaków osiedlało się w granicach Rzeszy, by zagwarantować sobie i swoim rodzinom lepszy byt. Ze względu na często niskie wykształcenie nie zawsze się to udawało. Wielu Polaków uciekało do Niemiec przed prześladowaniem przez policje carską. Mało jest znany fakt owacyjnego powitania polskich powstańców w Lipsku. Nieszczęsna polityka „Kulturkampfu“ Bismarcka została przez kręgi polskich patriotów wykorzystana w walce o niepodległość. Bismarck chciał państwa świeckiego. Jego zdecydowana postawa wobec kleru była przez ruchy niepodległościowe bardzo sprytnie wykorzystywana. „Co katolickie to polskie“. Świadomość ta wpajana szerokiej rzeszy pozostawiła po dzień dzisiejszy głębokie blizny. Nie raz przypatrywałem się ludziom śpiewającym „Rotę“ nie zdającym sobie sprawy z jej historycznego bezsensu. Konieczność nauki języka niemieckiego była niesiona przez polskich nacjonalistów jako walka z polskością („brutalna germanizacja“). Obecne Niemcy maja spory problem z tzw. „równoległymi społeczeństwami“. Dotyczy to różnych społeczności obcokrajowców. Brak znajomości języka uniemożliwia edukację w szkołach i zatrudnienie w firmach i instytucjach. Prowadzi ona do ubóstwa i kształtowania świadomości ekstremistycznych. Rząd chce temu zapobiegać, miedzy innymi poprzez przymusowa naukę języka. Osoby wyznania muzułmańskiego, pracujące w firmach i instytucjach państwowych muszą się przystosować do europejskich standardów obyczajowych. Chusta na głowie nauczycielki lub urzędniczki nie jest akceptowana. Trzy tygodnie temu miałem na jednym z seminariów okazje dyskutować z jednym z czołowych naukowców niemieckich z zakresu badan nad konfliktami, zajmującym się islamizmem. Pan dr zwrócił w trakcie naszej rozmowy uwagę na fakt dotychczasowej biernej postawy społecznej wobec istniejącej sytuacji i pogłębiania się rowów miedzy społecznościami. Porównując sytuacje XIX w. z obecna nasuwa się wiele podobnych zagadnień. Ówcześni nacjonaliści i dzisiejsi ekstremiści posługują się tą samą bronią – manipulacja informacji. Wpajana Polakom przez dziesiątki lat nienawiść do swojego zachodniego sąsiada nie posiada do lat 1939-1945 ż a d n e g o szczególnego uzasadnienia historycznego. Polska literatura XIX w., służąca bardziej pokrzepieniu serc niż ukazywaniu prawdy historycznej przyczyniła się tylko jako jeden z faktorów do stworzenia dla wielu błędnego oblicza Niemiec. Czerpanie wiedzy np. na temat rycerzy Zakonu Najświętrzej Marii Panny z „Krzyżaków“ Sienkiewicza, równa się nauce historii Stanów Zjednoczonych z westernów. Sam przeczytałem wszystkie dzieła tego genialnego pisarza, nie jedno wielokrotnie. Są to fascynujące książki... przygodowe! W tym kontekście rzuca się w oczy z jakim namaszczeniem obchodzi się kolejną rocznice bitwy pod Grunwaldem. Batalia, w której po jednej stronie chorągwie krzyżackie, śląskie, niemieckie, czeskie, morawskie, zachodnio-pomorskie i zachodnio-europejskie walczyły z chorągwiami polskimi, litewskimi, ruskimi, czeskimi, morawskimi i tatarskimi, zajmuje bardzo wysokie miejsce w polskiej świadomości narodowej. Tylko mała grupa społeczeństwa zna przynależności narodowe biorących w niej udział oddziałów. Wręcz groteską jest opis znaczenia wręczenia dwóch mieczy królowi Polski przez Wielkiego Mistrza Zakonu. I nikt się nie stara tej głupoty sprostować. W przeciwieństwie do stoczonej wcześniej bitwy pod Legnicą gdzie rycerstwo śląskie wraz z rycerstwem niemieckim, Templariuszami, Joanitami i niedobitkami oddziałów Małopolski walcząc i umierając ramię w ramię, pomimo porażki uchroniło Europę przed Mongołami, bitwa pod Grunwaldem nie miała dla Europy tak wielkiego znaczenia. Zamiast pielęgnować wspólne historyczne osiągnięcia, umacnia się niewiedzę. Agitacja nacjonalistyczna Dmowskiego w cieniu spuścizny cywilizacyjnej, jaką pozostawiali Niemcy na terenach dzisiejszej Polski równa się z schizofrenią. Roman Dmowski na długo przed latami 1939-1945, określił Niemcy „odwiecznym wrogiem“. Nie każdemu rzuca się w oczy, że ta teza jest skrajnym absurdem. Wystarczy jednak spojrzeć na pokrewieństwa Piastów z rodami niemieckimi. Przytoczę tu kilka przykładów: Mieszko I ożenił się z Odą (Niemką); synowie: Mieszko , Świętopełk, Lambert. Mieszko II Lambert pojął Rychezę (Niemka) za żonę: syn Karl, właściwie Kazimierz (Odnowiciel). Władysław Herman żeni się z Judith Marią (Niemką). Henryk Brodaty pojmuje za żonę Hedwig von Anhalt-Mehran (Niemka); syn Henryk (Pobożny) Księżna Hedwig, jest po dzisiejszy dzień jako św. Jadwiga patronką Śląska. Na tym miejscu należy zauważyć, że granica zachodnia w okresie 1000 lat była najspokojniejszą granicą Polski. Tego w ogóle nie można powiedzieć o granicach wschodnich. Dzisiejszy język Polski, chociaż należy do języków słowiańskich posiada bardzo dużo słów pochodzących z języka niemieckiego: krużganki (Kreuzgang), wichajster (wie-heist-er=dingsda), majster (meister), kielnia (Kelle), murarz (Maurer), cegła (Ziegel), rytmajster (Rittmeister), druk (Druck), burmistrz (Bürgermeister), ratusz (Rathaus), knajpa (Kneipe), fotoaparat (Fotoaparat), kartofle (Kartoffeln) i wiele innych. Zaskakujące jest, ze język niemiecki nie zawiera nawet częściowo tylu słów pochodzenia polskiego, co Polski pochodzenia niemieckiego. Wnioskować z tego można, że rozwój cywilizacyjny Polski promieniował głównie z zachodu, z ziem niemieckich. Słyszę tu natychmiastowy okrzyk oburzenia językoznawców! Tak, język Polski zawiera nie tylko wiele slów niemieckich, lecz także francuskich i łaciny. Wszyscy ówcześni uczeni posługiwali się łaciną. Francuski został adoptowany dopiero od czasu wojen napoleońskich. Jak złożona i wspólna jest historia obu narodów świadczy fakt, ze jeden z największych europejskich uczonych, wielki Polak Mikołaj Kopernik miał korzenie niemieckie. To samo dotyczy św. Maxmiliana (Rajmunda) Marii Kolbe. Jego ojciec, Julius Kolbe był jednocześnie Niemcem i polskim patriotą. Jest to dzisiaj dla wielu w ogóle nie zrozumiałe. Przykładów mógłbym przytaczać mnóstwo, ale moje wypracowanie ma być jedynie komentarzem, a nie książką na temat historii stosunków polsko-niemieckich. „Jak świat światem, Niemiec nie będzie Polakowi bratem“. Te słowa wypowiedziane przez Wojciecha Korfantego, polityka o nie najlepszej reputacji świadczą o jego demagogii. Chyba większego banału nie ma. Po klęsce Niemiec i Austro-Węgier Polacy otrzymują swe suwerenne państwo. Przez szereg historyków, ówczesny prezydent USA Wilson jest uważany za osobistość, której Polska zawdzięcza swą nową niepodległość. Tutaj mamy poważny szkopuł. 5 listopada 1916 r. cesarze Niemiec i Austro-Węgier powołali niezależne państwo polskie. Na czele utworzonej rady regencyjnej stanął arcybiskup warszawski Alexander Kakowski. Szefem rządu zostal prof. Kucharzewski, ministrem wojny, jak i głównodowodzącym polskich sil zbrojnych Józef Pilsudski. Był to zalążek państwa polskiego!!! W 1917 r. Niemcy i Austro-Węgry liczyły na odrodzenie Królestwa Polskiego. Niestety książe Heinrich Johann XV von Hochberg- Fürstenstein (książe pszczyński) odmówił korony Polski. Jest to fakt dzisiaj bardzo mało znany. Można sobie wyobrazić jakie uczucia u Niemców wywołało Powstanie Wielkopolskie... W trakcie Konferencji w Wersalu alianci zdecydowali przynależność terytorialna spornych terenów rozwiązać za pomocą plebiscytów. Wodrow Wilson nie należał do wybitnych intelektualistów. Mogło się już zdarzyć (i zdarzyło!!!) na tej konferencji, ze pan prezydent pomylił Warszawę z Pragą. Nie rzucało mu się w ogóle w oczy, ze przedstawiane przez stronę polską dokumenty, mające wspierać polskie żądania terytorialne bazowały na sfałszowanych statystykach i mapach. Dokładnie opisał te działania biorący udział w tej konferencji prof. Dawson w swojej książce „Germany under the treaty“ („Niemcy pod traktatami“, tłum. autora), Londyn 1933. Podsumowując wyniki plebiscytów ukazują one niekorzystny rezultat dla Polski. Polska nie wygrała ani jednego. Alianci zaakceptowali wole ludności zamieszkujących te tereny za wyjątkiem Górnego Śląska. Tu doszło do zaciekłych walk pomiędzy dowodzonym przez gen. Höfera SSOS (Selbstschutz Oberschlesien) oraz oddziałami polskimi, często wspieranymi przez jednostki francuskie. W podręcznikach i encyklopediach polskich spotyka się określenie „Powstania Śląskie“. Niestety z powstaniami śląskimi, takimi jak powstanie tkaczy śląskich nie miały one nic wspólnego. Mamy tutaj w najlepszym wypadku do czynienia z wojną domową wywołaną przez stronę polską. Podczas 60-cio dniowych walk w roku 1921 strona Polska straciła 1.218 zabitych, 794 ciężko i kilkuset lekko rannych. Po stronie niemieckiej padło 1.176 żołnierzy, 643 zostało ciężko, 400 lekko rannych. Do tego dochodzą straty francuskie w walkach z Niemcami oraz straty włoskie poniesione w walkach z jednostkami polskimi. Nie wolno pominąć także ofiar cywilnych oraz sądów wojskowych Korfantego. Na tym miejscu polecam książkę Tadeusza Szafara, „Cień targowicy nad Śląskiem“ Po przejęciu władzy administracja Polska od 1922 zaczęła wywłaszczać niemieckich przemysłowców, poprzez np. bezprawne obłożenie ogromnymi podatkami koncernu księcia von Hochberga przez wojewodę śląskiego Michała Kurzydło-Grażyńskiego, pozbawianie lekarzy niemieckich kontraktów z polskimi kasami chorych, zwalnianie niemieckich pracowników, tolerowanie (nie mylić z tolerancją!) zamachów na firmy oraz zrzeszenia niemieckie, itd... Byłe tereny Niemieckie opuściło, lub niejednokrotnie musiało opuścić od 750.000 do 1.000.000 osób narodowości niemieckiej. Państwo polskie wywłaszczyło niemieckich właścicieli ziemi na łączną sumę 500.000 hektarów. W Katowicach w 1939 Polska jako p i e r w s z a zabroniła odprawiania mszy w języku niemieckim, co hitlerowcom bardzo było na rękę. Naziści zabronili krótko po tym języka polskiego w kościołach na terenie Rzeszy. David L. Hoggan w swojej książce „Der erzwungene krieg“ („Wymuszona wojna“, tlum. autora),Tübingen 1961 opisuje odmowę rządów Wielkiej Brytanii i Francji w sprawie uderzenia w 1933 r. na Niemcy. 6 marca 1933 ląduje desant Polski na Westerplatte. Ma on wzmocnić tam stacjonującą załogę. Kilka dni później polskie oddziały były gotowe do wkroczenia do Prus Wschodnich i Wolnego Miasta Gdańska. Ze względu na brak poparcia ze strony partnerów Piłsudski nie zdecydował się na ostateczny krok. Ówczesny minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii sir John Simon na zgromadzeniu Ligii Narodów ostro skrytykował poczynania polskiego rządu. Z względu na brak wsparcia 14 marca 1933 minister spraw zagranicznych Polski Józef Beck powiadomił, ze oddziały polskie , które wylądowały 6 marca zostaną wycofane z Westerplatte. 18 maja 1933 r. podczas narady sztabów generalnych na pytanie Francuzów dlaczego Polska nie posiada wystarczających fortyfikacji na zachodniej granicy, Polski minister wojny, Kasprzycki; odpowiedział: „...bo mamy zamiar prowadzić wojnę z marszu i od początku operacji wedrzeć się na terytorium Niemiec“. Wysiedlenie wszystkich Niemców z Polski nie było pomysłem z Teheranu, Jałty lub z Poczdamu. Juz wcześniej podobne głosy odzywały się z szeregów narodowej demokracji. Pozbycie się też innych mniejszości, jak np. Żydów polskich było głośno dyskutowane. W 1937 r. Sejm Polski zajął się konkretnymi planami wysiedlenia wyznawców Mojżesza. W tym celu powstała komisja sejmowa, która badała udając się na Madagaskar możliwości osiedlenia tam. Leży przede mną kopia ulotki z 1930 r. Na niej widać granice Polski, sięgające na zachód po Berlin i Drezno, na południu obejmujące Czechosłowację (!) i na wschodzie sięgająca po granice z 1938 r. Ponad ta mapa cytat Adama Mickiewicza: „A każdy z was w duszy swej ma ziarno przyszłych praw i miarę przyszłych granic“. Niejaki pan J. Giertych powiedział po wojnie, ze „przesuniecie granic Polski na Odrę i Nysę było deklarowanym celem polityki narodowej demokracji“. Dzisiejsza Polska ma wiele do zawdzięczenia Niemcom. Niemcy były najważniejszym partnerem Polski na drodze do NATO i do Unii. Niemcy pomagały Polsce osiągnąć standarty NATO. Wojsko Polskie zostało wyposażone w czołgi Leopard II oraz samoloty SU29, za grosze! Polscy oficerowie studiują na uniwersytetach Bundeswehry. Były prezydent Niemiec Richard Freiherr von Weizsäcker, oficer Wehrmachtu był doradcą polskiego rządu do spraw wojskowych. Kanclerz Niemiec, Angela Merkel zaproponowała pod koniec 2005 r. podpięcie Polski do gazociągu. Ówczesny minister gospodarki odparł, że "to nie jest w interesie Polski". Gdy prawdopodobieństwo zwycięstwa PiS-u wzrastało, pani Merkel zaproponowała spotkanie panu J. Kaczyńskiemu. Ten propozycję odrzucił. Rząd Niemiecki zdystansował się od Powiernictwa Pruskiego. Za to wszystkie partie w sejmie zaatakowały rząd Niemiec żądając odszkodowania za II Wojnę Światową. Angela Merkel zrezygnowała z ponad 100-tu milionów Euro dla nowych landów na rzecz Polski. Będąc w Paryżu prezydent Francji, kawaler starej szkoły pocałował na powitanie kanclerz Niemiec w rękę. Podczas wizyty prezydenta Polski w Berlinie ten nawet nie podał pani Merkel reki na powitanie. Będąc w ostatnim czasie w Brukseli pan premier spotykał się z wieloma osobistościami. Niemieckie kola dyplomatyczne sygnalizowały gotowość Angeli Merkel do spotkania się z panem Kaczyńskim. Pan premier to zignorował. Nie tak dawno oglądałem program w telewizji polskiej na temat Airbusa. Dowiedziałem się, że jest to projekt....angielsko-francuski! Ostrzelenia niemieckiego statku pasażerskiego przez polską straż przybrzeżną zostało w media lansowane jako uprowadzenie polskich celników przez załogę niemieckiego statku. Nikt nie pisał, że na powrót do portu rodzimego strona Polska wydala zgodę. Nikt nie miał odwagi przyznać się do tego b... Ministerstwo edukacji skreśliło fundusze na wymianę młodzieży polskiej i niemieckiej... Na wspólny uniwersytet polsko-niemiecki strona Polska od ponad roku nie przekazała ani jednego euro. Może w międzyczasie dług został uregulowany – o tym nie jest mi teraz wiadomo. To, co Ślązaków z Niemiec doprowadza do pasji, to ogromna arogancja wielu Polaków dotycząca ziem na których dzisiaj mieszkają. Na wielu cmentarzach porobiono boiska. Wiele z nich celowo zniszczono, patrz Katowice. Bezkrytyczne obejście z własna przeszłością prowadzi do ksenofobii, zadufania, megalomani i pychy. W tym roku zmarł Valentin Graf von Ballestrem, potomek jednego z wybitnych śląskich rodów szlacheckich. O Polakach i Niemcach powiedział:“ Jesteśmy jak małżonkowie, którzy nie mogą się rozwieść. W złych i dobrych czasach musimy razem kroczyć swoja wspólną drogą“. |
12 lutego 1798 r. zmarł w Petersburgu Stanisław August Poniatowski, ostatni król Rzeczypospolitej. Pogrzeb był wspaniały. Car Paweł I jechał na czele gwardii przed trumną ze szpadą obnażoną, w dół opuszczoną. Metropolita Siestrzeńcewicz odprawiał nabożeństwo żałobne. Ministrowie i urzędnicy dworu szli w żałobie przy wozie ozdobionym królewską koroną. Herold przodował z herbami Polski i Litwy oraz z laską z orłem białym. Gwardie stały szeregiem od Pałacu Marmurowego do kościoła katolickiego pw. św. Katarzyny, wzdłuż całego Newskiego Prospektu. Tłumy towarzyszyły pochodowi. Zwłoki złożono w kościelnej niszy – po ceremonii zamurowanej, której miejsce oznaczały dwie chorągwie. ”Urzędnik zabrania modłów za króla czyli tajemnica 14-tej nocy lipcowej w Wołczynie” - pod takim tytułem w wileńskim „Słowie” (1938, nr 211) Józef Mackiewicz zamieścił reportaż z Wołczyna „w sprawie króla”. Sprawa ta była istotnie dziwna i tajemnicza… Sprowadzone do kraju szczątki ostatniego króla Polski chowano – nie na Wawelu, ale w Wołczynie, w podziemiach kościoła, acz i barokowego, ale już naonczas, w 1938 r. potwornie zaniedbanego, będącego niemal w stanie ruiny. „A teraz ostatniego z naszych panów monarchów, ostatniego króla i wielkiego księcia, króla – estetę, króla – mecenasa, króla – artystę, sprowadza się do tej wioski, do tych ruin nocą, w trumnie obwiązanej powrozami, cichaczem, pod osłoną tajniaków kryminalnej policji, a konserwator urzędowy… zabrania księdzu odprawiania publicznego modłów za jego duszę do Pana Boga! Co to jest?!! Dlaczego tak?!”. Indagowany przez Mackiewicza ks. proboszcz kościoła – Czyszewicz, na konkretne pytania zręcznie unikał konkretnych odpowiedzi. Mackiewicz jedzie do Brześcia i szpera tam „w najróżnorodniejszych sferach, duchownych i świeckich”. Tam, gdy porównał rozmaite pogłoski i relacje z tymi, które słyszał w Wołczynie – włosy mu się, jak pisze, zjeżyły. „Tajemnica” wydała się wcześnie. Dnia 9 lipca przybył na dworzec w Brześciu zwyczajny wagon towarowy. Był zaplombowany. Skąd jednak wiedziano o tym, co zawiera? Że mianowicie trumnę ze zwłokami króla Stanisława. Faktem jest, iż już wtedy szeptano o pieczęci „polskiego konsula w Leningradzie”, położonej na trumnie… Wagon stoi na szynach 4 dni. Dnia dziesiątego spada na Wołczyn niezwykła ekipa: naczelnik wydziału budowlanego wojewódzkiego urzędu w Brześciu, inż. Papieski, z robotnikami. Ludzie mają miny tajemnicze. Dalej Mackiewicz opisuje przebieg robót w kryptach kościoła: (…)pobieżny remont i pobielenie wnętrza. Zaczem wzmocnienie sklepień krypty pod kaplicą. Mianowicie pośrodku podłogi widnieje szeroki otwór prowadzący do krypty podziemnej, prowizorycznie założonej deskami. Nikt nie wie, po co to się robi… Rzekomo nikt (…). Roboty prowadzone są gorączkowo i w ciągu 4 dni gotowe! Jak, w czym i czym przewożono z Brześcia do Wołczyna królewskie szczątki, kto asystował temu „konduktowi”? Na pół godziny przed północą samochody zakradły się przed kościół w Wołczynie. Ale nie od frontu. Zajeżdżają bokiem między mur kościelny i płot dzisiejszej parafii, ongiś park pałacowy. (…) Obecny jest, owszem, ksiądz proboszcz, wójt, konserwator z Lublina, inż. Papieski, i panowie, których ze względu na wyższe rangi nie da się rozpoznać. (…) Teraz dopiero zaczęło się ciągnienie trumny. 600 kilo. Każdemu z 6 woźnych pocztowych przypadło po 100 na barki. Okazuje się, że trumna nie może przejść, wskutek swej wielkości, przez wąską bramę. Poczęto więc nią rzucać i szorować przez mur, górą. To ten, to inny z „panów” doskakiwał, żeby pomóc woźnym. Gdy wniesiono trumnę do kaplicy, okazało się, że pierwotny projekt schowania jej w krypcie podziemnej upada. Nie przechodzi bowiem przez otwór w podłodze. Spuszczono więc w dół tylko urnę z sercem, a trumnę zostawiono na wierzchu. Tak jak była: obwiązana sznurami i opieczętowana. Potem zamknięto kratę, potem drzwi i zabrano klucz (...) Tak pisał Józef Mackiewicz w 1938 roku, w którym to sprowadzono z Leningradu szczątki (?) króla Stanisława Augusta. Do – polskiego naonczas Wołczyna, który później zostanie włączony w obszar Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Tajemnica „sprawy wołczyńskiej” w 1988 r. W 1939 r. kościół wołczyński został splądrowany przez wojska sowieckie, potem (w 1941 r.) przez niemieckie. Zwłoki (?) króla zostały sprofanowane. W 1988 r. miały być one sprowadzone do Polski. Niestety, w kościele wołczyńskim już ich nie znaleziono. Liczne naonczas wzmianki w polskich środkach masowego przekazu nie dały pełnego obrazu poszukiwań ani też ich wyników. „Biała plama” – mówi dziś Maciej Witkiewicz, stryjeczny wnuk Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego), który o cztery lata wcześniej przeżył podobną tragifarsę ze sprowadzeniem z Ukraińskiej Sowieckiej Republiki Socjalistycznej (ze wsi Jeziory) szczątków Witkacego. Z Jezior zabrano do Zakopanego „nie tego Witkacego”, później się okazało, że był to szkielet młodej kobiety. W przypadku króla Stanisława Augusta („sprawy wołczyńskiej” w 1988 r.) w bezczelny sposób zadrwiono z polskiej racji stanu. „Znaleziono tam naonczas zamiast szczątków króla… szkielet królika” – opowiada Maciej Witkiewicz, naoczny świadek „sprawy wołczyńskiej”. Na tajemniczy pochówek w 1938 r. nakłada się jeszcza jedna tajemnica 1988 r. Kto (i kiedy?) podrzucił do wołczyńskiego kościoła królika? Wizerunki króla… W 1995 r. ziemię wraz ze skrawkami królewskich szat przewieziono do Polski i pochowano w katedrze pw. św. Jana w Warszawie. „Mimo że nie miał (Stanisław August) większych osiągnięć politycznych, przez współczesnych postrzegany był jako człowiek wykształcony i wrażliwy, mecenas oświaty, kultury i sztuki. Był założycielem Szkoły Rycerskiej w Warszawie (1765), współtwórcą Komisji Edukacji Narodowej (1773), protektorem zreformowanego przez Stanisława Konarskiego szkolnictwa pijarskiego. Z jego inicjatywy wydawać zaczęto pismo „Monitor” (1765), które miało służyć przebudowie sarmackich obyczajów szlachty. Zasłynął też jako organizator „obiadów czwartkowych”, był inicjatorem przebudowy Zamku Królewskiego oraz budowniczym kompleksu pałacowo-ogrodowego w Łazienkach. Podziw budziła z dużym smakiem gromadzona królewska galeria obrazów. Poza manufakturami, które sam założył w Belwederze (mennica i ludwisarnia), popierał rozwój górnictwa w Zagłębiu Staropolskim i w znacznym stopniu przyczynił się do gospodarczej poprawy miast polskich. Pozostawił pamiętniki „Mémoires du roi Stanislas-Auguste Poniatowski”, które zaczął pisać po I rozbiorze, i do których powrócił pod koniec życia w czasie pobytu w Petersburgu” (Artur Kijas). „O każdej kwestii Stanisław August mówił jak wyrocznia, choć od 25 lat żadnej książki nie przeczytał; robiono dlań tylko z nowych dzieł króciutkie wyciągi, które mu ustnie streszczano. (…) Zaufany w swój dobry gust tyranizował artystów. Bacciarelemu kazał malować wszędzie oczy podobne do swoich – wyłupiastych. Bacciareli był posłuszny, ale po śmierci Stanisława, mimo starości, zaczął malować znacznie lepiej. Stanisław August lubił przychodzić do jego pracowni, gdy szkicował piękne damy, skontrolować czy prawidłowo trzyma pędzel. Rozgarnięty Bacciareli zaraz się ulatniał, a król kontynuował seans z modelką. Muzyków zawsze chwalił lub ganił, choć po dźwięku nie odróżniał bębna od organów. Rozmiłowany w budownictwie rysował plany, dawał wskazówki architektom; gdyby go słuchali, nigdy cegła na cegłę by nie trafiła. Wydał setki milionów i w rezultacie dziesięciokrotnie przerabiany Pałac Ujazdowski obrócono na koszary, a Zamek pozostał szpetną stodołą. Tylko liczne kochanki ocaliły Katedrę; marzył, żeby ją rozwalić, sklecić coś innego na jej miejscu. Jakby mało pustych placów było wtedy w stolicy! Szczęściem kobiety pochłonęły pieniądze przeznaczone na wandalizm. Maleńkie Łazienki to ostatecznie jedyny owoc tych olbrzymich sum, za które przeciętny cieśla potrafiłby upiększyć całą Warszawę i jeszcze ufundować piramidę dla Pragi. (…) Jak przystało na mecenasa literatury król wyznaczył kucharzowi Tremo najwyższą pensję – 800 zł.; ukochany, podziwiany szambelan Trembecki pobierał 720 zł.; dobra baranina wyprzedzała świetne wiersze. Sekretarze załatwiali tylko sprawy państwowe, więc mieli po 600 zł. (…) Główną troską króla były sprawy finansowe. Choć przez oszczędność nawet msze za dusze swych rodziców kazał opłacić Skarbowi Państwa, choć Rzeczpospolita spłaciła już dwa razy jego długi – miał ich znowu ponad 11 milionów. Zapożyczył się u Żydów, jako procent zwolnił ich od wszelkich podatków, co było dla nich oczywiście świetnym interesem, a dla skarbu katastrofalnym. Przykładał się do konstytucji licząc, że patrioci przez wdzięczność, iż zajmuje się sprawami państwowymi, zajmą się potem jego prywatnymi, ale widział teraz ze zgorszeniem, że nadal potrzeby wojska uważają za najpilniejsze i wszystko w nie pakują. Żywo się więc interesował projektem stworzenia banku polskiego – wnetby zeń zabrał całą gotówkę, a jako kapitał zakładowy pozostawił swoje weksle, skamlał nadal przez Goltza o zasiłek od Fryderyka, na razie – mimo solennej obietnicy, iż ordery i godności będzie nadawał tylko za istotne zasługi – handlował nimi po dawnemu jak przekupka kiełbasami na rynku. Za 10-20 dukatów sprzedawał tytuły chorążego, cześnika, podkomorzego; za 30-50 starosty; czerwoną wstęgę orderu św. Stanisława można było nabyć za 100, po ostrym targu nawet za 80 dukatów. Najwyższe odznaczenie – Orzeł Biały – też był na ladzie. (…) Gdy tylko ktoś zasługiwał się należycie Katarzynie, zyskiwał jej uznanie – zaraz Stanisław August przesyłał mu order. Wszystkie polskie szuje były przepasane wstęgami”. (Karol Zbyszewski) Wywodził się z ubogiej szlachty Antenaci ostatniego króla Polski byli ubogą szlachtą. W XVII w. zamieszkiwali Polesie i Ukrainę. „Rodzina Poniatowskich miała ponoć swe korzenie w bardzo odległej przeszłości, ale żadnemu historykowi nie udało się ich należycie udokumentować. Pierwszą ważną postacią, dość zresztą mglistą, niemal mityczną, był Franciszek z Poniatowa (lub Poniatowej), dziad króla. Co gorliwsi historycy i genealodzy uczynili miejscem jego narodzin Kraków oraz ożenili z Heleną z Niewiarowskich. Poniatowscy mieli podobno kilku synów, ale tylko jeden z nich, Stanisław, ojciec przyszłego króla dzięki swoim nieprzeciętnym zdolnościom politycznym i małżeństwu z Czartoryską wyniósł swoją rodzinę do godności równej pierwszym rodom magnackiej Rzeczpospolitej”. (Małgorzata Forysiak) Stanisław Poniatowski zaczynał karierę jako żołnierz carski. W czasie Wojny Północnej stał się zwolennikiem króla szwedzkiego Karola XII. Dwukrotnie ocalił królowi życie, przez co zyskał jego zaufanie i przyjaźń. Stanisław Poniatowski był człowiekiem rzutkim, obrotnym. Był dzielnym żołnierzem i wytrawnym dyplomatą. Małżeństwo z księżniczką Czartoryską Konstancją wyniosło go na wyższe szczyty. Ale i w jego osobie „Familia Czartoryskich zyskała nieocenionego współpracownika. Rozumny i zręczny, rzutki i przebiegły przez długi czas był rzeczywistą głową Familii i łącznikiem między nią a dworem królewskim”. Szybko awansował. Z podstolego na podskarbiego litewskiego, potem wojewodę mazowieckiego, regimentarza armii koronnej, aż uzyskał najwyższą godność świecką – został kasztelanem krakowskim. Z żoną Konstancją doczekali się ośmiorga dzieci: sześciu synów i dwie córki. Stanisław Antoni (późniejszy August) przyszedł na świat jako ich szóste dziecko. Urodził się w Wołczynie w 1732 r. Pragnieniem ojca było, by syn zdobył karierę wojskową, przeto wysłał go na zagraniczne wojaże celem bliższego zapoznania się z europejską wojskowością. Aliści z tych wojaży syn przywiózł do Polski jedynie zamiłowanie do kultury, oświaty, sztuk pięknych. Otrzymał staranne wykształcenie w zakresie historii, literatury, filozofii, prawa, znał biegle sześć języków obcych. W latach 1755-1758 z przerwami Stanisław Antoni Poniatowski jako młody stolnik litewski przebywał w Petersburgu, początkowo jako nieoficjalny sekretarz ambasady angielskiej, później poseł króla Augusta III i wysłannik Czartoryskich. Wtedy to nawiązał więcej niż przyjazne stosunki z wielką księżną Katarzyną – od końca czerwca 1762 r. imperatorową Rosji. Po śmierci Augusta III (1763), dzięki funduszom brata Andrzeja Poniatowskiego, generała-lejtnanta w służbie habsburskiej, pod naciskiem carycy Katarzyny i przy poparciu książąt Czartoryskich został w 1764 r. obrany królem Polski, liczył wówczas 32 lata… „Był człowiekiem młodym i pełnym zapału. Planował przeprowadzić reformy, które wzmocniłyby państwo i nie zamierzał ulegać wpływom swoich krewniaków, którzy pomogli mu uzyskać koronę. W swojej politycznej naiwności wszystkie nadzieje wiązał z dworem rosyjskim i kobietą, którą kochał. Łudził się nadzieją, że i Katarzyna powodowana dawnym uczuciem ułatwi mu zrealizowanie ambitnych planów ustrojowych w Polsce. Czas miał pokazać, jak bardzo płonne były to nadzieje”. (Małgorzata Forysiak) Króla portret własny W latach 1756-1760 Stanisław A. Poniatowski, nie przeczuwając może jeszcze, że zostanie królem Polski, ówczesnym obyczajem, kreślił wizerunek własny. Poniatowski tak siebie przedstawia: (…) Byłbym moją postacią zadowolony, gdybym o cal był słuszniejszy, gdybym nogę miał kształtniejszą, nos nie tak garbaty, mniejsze usta, wzrok lepszy, zęby pokaźniejsze. Nie sądzę, bym nawet z tymi poprawkami miał być bardzo pięknym, ale by mi tego było dosyć, sądzę bowiem, że twarz mam szlachetną i wyrazistą i postać odznaczającą się, ruchem i trzymaniem się wszędzie na siebie zwracającą oczy. Krótki wzrok często mi jednak nadaje minę zakłopotaną i ponurą, ale to nie trwa i gdy chwila ta przejdzie, często grzeszę znowu postawą zbyt dumną.(…) Łatwo dostrzegam śmieszność i fałsz wszelkiego rodzaju i wady osób, a często zbyt żywo uczuć im to daję. Nienawidzę antypatycznie złego towarzystwa. Wielkie lenistwo nie dało mi ani w talentach, ani w nauce tak daleko posunąć się, jak bym mógł. Pracuję, gdym natchniony. Od razu albo zrobię wiele lub nic wcale; nie spoufalam się łatwo i przez to wydaję się zręczniejszym niż jestem. Co się tyczy prowadzenia interesów, zbyt w nich bywam otwarty, zbyt się spieszę i dlatego pełno popełniam omyłek. Sądzę dobrze o interesie, widzę trafnie błąd planu lub tego, co wykonywa, ale sam potrzebuję jeszcze rady i hamulca, abym się go ustrzegł. Jestem nadzwyczaj wrażliwym, więcej na strapienie, niż radość; pierwsze wzięłoby nade mną górę, gdybym w głębi serca nie miał przeczucia zbyt wielkiego szczęścia w przyszłości. Urodziwszy się z wielką i gorącą ambicją, z myśli reform, chwały i pożytku mojej ojczyzny, utkałem osnowę wszystkich spraw moich i życia. Zda mi się, że do kobiet nie jestem stworzony. Pierwsze próby podobania się przypisywałem szczególnym tylko sympatiom; naostatek poznałem miłość i kocham tak namiętnie, że czuję, iż miłości tej utrata uczyniłaby mię najnieszczęśliwszym w świecie i odebrałaby mi męstwo na całe życie. (…) Był, jak to później się okaże, doskonałym prorokiem własnego losu. Wojna Kasi ze Stasiem… … Katarzyna, caryca Rosji, naturalnie nie zamierzała tolerować reformatorskich działań swego kochanka na rzecz rozwoju Rzeczpospolitej. Dwór carski na wszelkie sposoby, a głównie przez swego posła, skutecznie przeszkadzał obradom Sejmu Czteroletniego (1788-1792) i uchwaleniu Konstytucji 3 Maja (1791), po której zawiązał konfederację targowicką. Chwiejny, uległy Katarzynie król Stanisław August po 4-tygodniowej śmiesznej wojnie rusko-polskiej (tzw. „wojny Kasi ze Stasiem”), przystał do Targowicy. Kluchosławem nazwie ostatniego króla Polski historyk, pisarz, dziennikarz przedwojennego wileńskiego „Słowa” Karol Zbyszewski. W swej książce „Niemcewicz od przodu i tyłu” (nie przyjęta naonczas praca doktorska) pisał: Kluchosław August myślał z goryczą: Ta nieznośna wojna trwa już chyba wieki, a 4 tygodnie to na pewno; kosztuje najniepotrzebniej masę pieniędzy, które ja mógłbym o wiele korzystniej, bo na siebie obrócić; pierwszym obowiązkiem zgromadzeń narodowych jest spłacanie długów manarszych! Sejm nie spełnił tego świętego obowiązku; od kogo teraz pożyczyć? Od kogo co dostać? Przez te brewerie wojenne jeszcze stracę koronę… trzeba nareszcie skończyć z tą zwariowaną wojną! Nic nie mówiąc nikomu napisał pokorny list do Katarzyny z przeprosinami, zapewnieniami swej uległości, błaganiami o pokój. Carowa odpowiedziała surowym, prostackim biletem, że król może liczyć na jej łaskę tylko o ile przystąpi natychmiast do Targowicy! Wobec tak wyraźnej woli bożej Kluchosław zwołał radę ministrów. Zeszli się wszyscy na Zamek, rozmawiając o wojnie, czekali aż król wygrzebie się z betów. Zjawił się nadspodziewanie prędko. Wymuskany, wypinając brzuch, oświadczył wesołym głosem: - Zgłaszam swój akces do Targowicy! Kto prawym synem ojczyzny – postąpi jak ja! W prawych patriotów jakby piorun strzelił. Oczy wyszły im na wierzch, usta rozdziawili, zatkało oddech… A król ze słodyczą klarował, że akces do Targowicy to zakończenie krwawej wojny domowej, to zbawienie kraju od łupiestwa i ruiny, to jedyny sposób uniknięcia drugiego rozbioru… (…) Konsekwencją konfederacji targowickiej był drugi rozbiór Polski (1793). Wcześniej, po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja, w swym liście datowanym dniem 27 maja 1791 r. imperatorowa Katarzyna pisała do Potemkina, że z Polską nie chce zrywać za wcześnie, rozkazywała mu zwrócić także uwagę na oderwanie Polski od Prus. O Stanisławie Auguście pisała: „Przy słabym i niestałym charakterze króla chcę nie króla sobie pozyskać, ale naród zapewnieniem nie mieszania się do spraw jego”. Królem został w wieku 32 lat, panował na tronie 32 lata Powstanie pod wodzą Kościuszki (1794) zakończyło się dotkliwą klęską i całkowitą likwidacją państwa polskiego. Król, posłuszny rozkazom Katarzyny, opuścił Warszawę i wyjechał do Grodna, gdzie, zgodnie z jej wolą, w 1795 r. abdykował. Przed sobą samym tę uległość usprawiedliwiał „względami na dobro ojczyzny”, potępił jednocześnie Powstanie Kościuszkowskie. Formę abdykacji przysłano z Petersburga. Abdykacja stanowiła akt podpisania i potwierdzenia trzeciego rozbioru Polski. Stanisław August Poniatowski panował na tronie polskim 32 lata. Po abdykacji, generał-gubernator Litwy książę Repnin, na rozkaz Katarzyny pilnujący Stanisława Augusta w Grodnie, pisał w liście do Sołtykowa: „Położenie króla, bądź co bądź, zmusza do głębokiego zastanowienia się nad niestałością rzeczy ludzkich, nad potęgą Wszechmogącego. Trudno znaleźć człowieka razem szczęśliwego i bardziej nieszczęśliwego. Siedzę z nim (w Grodnie) jak w więzieniu. Kiedy będzie koniec pobytu króla?” Rok po podpisaniu abdykacji zmarła Katarzyna (1796). Wieść o śmierci imperatorowej Rosji rychło dotarła do Grodna. „Stanisław August strwożył się tym niezmiernie. Grodno opustoszało wprędce. Rozbiegli się z niego Rosjanie, rodzina Repnina wyjechała także. Przez kilka dni potem król chodził w myślach pogrążony; sen go odbiegł, lękał się wojny, a dla siebie wygnania, losu straszniejszego jeszcze nad ten, z którym się już oswoił. Trwożyło go wszystko. Po zmarłej cesarzowej przywdziano żałobę. Dwór królewski prywatnie składał przysięgę na wierność cesarzowi Pawłowi”. (Józef Ignacy Kraszewski) Do Petersburga – przez Wilno Na wezwanie Pawła I Stanisław A. Poniatowski udał się wraz z dworem do Petersburga. W tej podróży ostatni raz odwiedził Wilno – za zezwoleniem Repnina, pod pozorem pożegnania się z księżną Repninową. W Wilnie Stanisław August Poniatowski stanął 19 lutego 1797 r. Zima tego roku była niezwykle ostra. W ulicach spotkały go cechy z chorągwiami, horodniczy z raportem o stanie miasta, gubernator – takoż z raportem o stanie guberni. Wieczorem miasto iluminowano. Król zwiedził Akademię, Werki, zabytki architektoniczne. Następnie udał się – przez Rygę – w podróż do Petersburga. Car Paweł I przy zgonie Stanisława Augusta W Petersburgu zamieszkał w Pałacu Marmurowym. „Mieszkał Stanisław August po królewsku, miał przyboczną gwardię i otoczenie świetne. Zasypywano go prośbami z Polski i Litwy, nad którymi po całych dniach przesiadywał. Ministrowie mieli polecenie prośby króla przedstawiać cesarzowi. W Gatczynie później król z Mikołajem Wolskim pracował nad apologią swych czynów i panowania, szczególniej nad odparciem zarzutów, jakie mu uczynili autorowie zbiorowego dzieła: „O ustanowieniu i upadku Konstytucji dnia 3 Maja”. W istocie wiele z tych obwinień z króla zdjąć, a na kraj włożyć można, ale winy słabości charakteru, w ostatnich czynach tak bijącej, nic zmniejszyć nie może. Król sam przedstawia się w tej obronie bezsilnym i niedorosłym do wypadków, w którym był czynnym”. (Józef Ignacy Kraszewski) W lutym 1798 roku, w chwili śmierci ostatniego króla Polski, car Paweł I pochylił się nad jego łożem… Płakał… Plotka głosiła, że był synem Stanisława Augusta. Możliwe, iż następca Katarzyny szczerze w to wierzył… Stanisław Mackiewicz-Cat w obronie króla Kim był naprawdę Stanisław August dla kraju, którym władał: niezręcznym politykiem, ale za to monarchą oświeconym i wielkim mecenasem sztuk, ofiarą intryg niechętnych mu przeciwników i własnego braku szczęścia, czy może zwykłym pionkiem w rękach carskiego dworu, który swoją służalczością przyczynił się walnie do unicestwienia Rzeczpospolitej? Tego rodzaju pytania stawia dziś liczne grono znawców przedmiotu (M. Forysiak, A. Zahorski, M. Rymszyna i in.). Postaci ostatniego króla Polski poświęcono mnóstwo książek, rozpraw, w szczególności po drugiej wojnie światowej. Niejednokrotnie niemal każda publiczna napaść na osobę Stanisława Augusta Poniatowskiego wnet znajdywała jego gorących obrońców. Do tych ostatnich należeli także dziennikarze przedwojennego wileńskiego „Słowa”, z krwi i kości monarchiści Stanisław Mackiewicz-Cat (red. naczelny „Słowa”) i jego młodszy brat Józef Mackiewicz (dziennikarz „Słowa”). Przebywając na wymuszonej emigracji Stanisław Mackiewicz-Cat wydał w 1952 r. o Stanisławie Auguście książkę. Wcześniej, w 1939 r., przed opuszczeniem kraju na zawsze, w przedmowie do „Niemcewicza od przodu i tyłu” autorstwa kolegi po piórze, Karola Zbyszewskiego, Mackiewicz-Cat pisał: „Oto należę do tych, którzy z jak najgłośniejszym wystąpili protestem przeciw sposobowi, w jaki przewiezione zostały do Polski zwłoki Stanisława Augusta, a także do tych, którzy żądali, aby współczesna Polska uszanowała majestat korony i nieszczęścia, i aby zwłoki ostatniego naszego króla spoczęły na Wawelu. Wywodziłem nawet prawnie, że ten pogrzeb na Wawelu stanowi konstytucyjny obowiązek naszego rządu, wynikający ze stosowania przez Polskę odrodzoną zasady restituto in integram do sukcesji po dawnej Rzeczypospolitej. Gdyby Stanisław August umarł przed rozbiorem – pisałem – niewątpliwie byłby pochowany na Wawelu, my zasadniczo nie uznajemy rozbiorów, nie uznajemy i nie uznawaliśmy nigdy abdykacji ostatniego naszego króla za co innego, jak za akt przemocy i gwałtu. Jakie ma więc prawo rząd polski detronizować Stanisława Augusta po śmierci i odmawiać jego trumnie tych honorów, które mu się należą jako naczelnikowi państwa polskiego i manarsze”. W Anno Domini 1988, kiedy z białoruskiego Wołczyna usiłowano sprowadzić do Polski zwłoki (?) króla Stanisława Augusta, zabrakło, niestety, dziennikarzy takiego formatu jak bracia Stanisław i Józef Mackiewiczowie. … O szkielecie królika było cicho i głucho… Autor: Alwida A. Bajor Źródło: www.magwil.lt |
Konfederacja – związek zawarty w celu osiągnięcia określonego celu politycznego, jej prawa obowiązywały tylko tych, którzy do niej przystąpili, mogły to być miasta, ale też i osoby; w rozumieniu dzisiejszym był to stan wyjątkowy, w tamtych czasach porównywany do dyktatury w republice rzymskiej; opierała się na średniowiecznych precedensach, wzorowanych na przykładach Rzeszy, mogła być przy królu albo być wymierzona przeciw królowi (rokosz). 1. Konfederacja szlachecka, sierpień 1572r. W sierpniu 1572 roku szlachta chełmska na sejmiku w Krasnymstawie i zawiązała konfederacje. Stało się tak, ponieważ wraz z bezkrólewiem przestały działać sądy szlacheckie, wyrokujące w imieniu władcy. Zamiast tych sądów powołano tzw. sądy kapturowe, mające rozpatrywać sprawy kryminalne. Szlachta postanowiła też, że będzie dbać o bezpieczeństwo publiczne i ruszyć pospolitym ruszeniem przeciwko każdemu zagrażającemu mu. Później dołączyły się inne województwa i na czele konfederacji stanęli: Mikołaj Siennicki oraz Jan Zamoyski, który rozpoczynał swoją błyskotliwą karierę. Była to pierwsza konfederacja w czasach nowożytnych. 2. Konfederacja warszawska 1573 r. (...) w Rzeczypospolitej naszej jest (różność w sprawie religii chrześcijańskiej), zabiegając temu, aby się z tej przyczyny między ludźmi (bunt) jaka szkodliwa nie wszczęła, którą po inszych królestwach jaśnie widzimy, obiecujemy to sobie spólnie (za nas i potomków naszych na wieczne czasy pod obowiązkiem przysięgi, uczciwością, honorem i sumieniem naszym), iż którzy jesteśmy (różniący się w religii chrześcijańskiej) pokój między sobą zachować, a dla różnej wiary i odmiany w kościelech krwie nie przelewać, ani (karać konfiskatą dóbr), poczciwością (więzieniami i wygnaniem) i zwierzchności żadnej ani urzędowi do takowego (postępowania) żadnym sposobem nie pomagać; i owszem, gdzieby ją kto przelewać chciał, (z tej przyczyny) zastawić się o to wszyscy będziem powinni, choćby też za pretekstem dekretu, abo za postępkiem jakim sądowym, kto to czynić chciał. Wszakże przez tę konfederacyją naszę zwierzchności żadnej panów nad poddanymi ich, tak panów duchownych jako i świeckich nie (kasujemy) i posłuszeństwa żadnego poddanych przeciwko panom ich nie psujemy. 3. Konfederacja rokoszowa szlachty pod Sandomierzem w sierpniu 1606r. W sierpniu 1606r. na polach pod Sandomierzem rozpoczął się zjazd szlachty, na którym ustalano postępowanie na temat: czy zdetronizować króla, Zygmunta III Wazę, czy narzucić mu zasady dalszego królowania. Główna rolę grali obecny wojewoda krakowski Mikołaj Zebrzydowski oraz Janusz Radziwiłł. Większość szlachty była przeciwna detronizacji panującego, lecz pod wpływem króla inna część szlachty zawiązała konfederację przy królu. Rokoszanie stawiali postulaty królowi, który je odrzucał dotąd, aż wezwał wojsko kwarciane i postanowił użyć siły wobec rokoszan. Do bitwy miało dojść pod Janowcem 4-8 października 1606 pod Janowcem, lecz zwyciężył duch kompromisu i podpisano ugodę, w której rokoszanie przepraszali króla. 4. Konfederacja części wojska litewskiego przeciw Szwedom sierpień 1655r. Podczas najazdu szwedzkiego Janusz Radziwiłł, pozbawiony wojsk koronnych, próbował ratować Wielkie Księstwo Litewskie przez poddanie się protektoratowi Szwedzkiemu przez umowę w Kiejdanach 20 sierpnia 1655. Było to formalne zniesienie unii lubelskiej, a król szwedzki stawał się wielkim księciem litewskim. Sprzeciwiła się przeciw temu część wojska litewskiego, wiernego królowi, zawiązując konfederację przy królu. Na jej czele stanął Paweł Sapieha, wojewoda Witebski. 5. Konfederacja tyszowiecka grudzień 1655r. 29 grudnia 1655 roku w Tyszowcach nad Bugiem została zawiązana konfederacja wojska koronnego, które wraz z hetmanami na czele opowiedziało się za królem Janem Kazimierzem. Jako argument za opuszczeniem służby u Karola X Gustawa podano niedotrzymanie umowy, czego najlepszym przykładem było oblężenie klasztoru na Jasnej Górze. Konfederacja wzywała do walki ze Szwedami, powoływała pospolite ruszenie. 20 stycznia 1656 roku, po rozmowach z królem, zawiązano ponownie tą samą konfederacje, na czele której faktycznie stanął sam król. Warto zauważyć, że powstaje nowa forma ustrojowa – konfederacja przy królu, która zwiększała uprawnienia władcy. Wcześniej istniały konfederacje przeciw królowi (rokosze) i zawiązywane w czasie bezkrólewia. Ta konfederacja była jednak kompromisem między szlachtą a królem. Dowódcą wojska konfederatów został Stefan Czarniecki, regimentarz wojska koronnego, który ruszył wraz ze swoimi nieregularnymi oddziałami na północ. 6. Związek Święcony W marcu 1661 roku podczas obrad sejmu zawiązała konfederacja wojskowa nazwana Związkiem Święconym, której marszałkiem został Jan Samuel Świderki. Konfederacja wojskowa była formą zinstytucjonalizowanego buntu, czyli strajku wojskowego. Oddziały konfederatów zostały rozlokowane po królewszczyznach. Podczas kolejnego sejmu wojsko konfederackie skutecznie zablokowało projekty reform królewskich. Podobny związek powstał na Litwie. 7. Rokosz Jerzego Lubomirskiego W sierpniu 1664 roku miał się odbyć proces Jerzego Lubomirskiego, ekshetmana i marszałka, który przygotowywał się do buntu przez zaciąganie wojska, akcję propagandową i akcję dyplomatyczną. Dwór usprawiedliwiał właśnie tymi działaniami Lubomirskiego zasadność tego pokazowego procesu, który stał się preludium do otwartej wojny domowej. Działania wojenne rozpoczęły się1665 roku. Konfederaci dysponowali głównie jazdą szlachecką i dragonią, a wojska królewskie piechotą i artylerią, wobec tego Lubomirski krążył po kraj unikając walnego starcia. Były również próby mediacji, ale wszystkie próby poszły na marne. Podczas drugiej fazy wojny stosunek sił wynosił 2:3 dla wojsk koronnych i litewskich. 13 lipca 1666 roku doszło do walnej bitwy pod Mątami, gdy wojsko koronne przeprawiało się przez Noteć. Był to wielki sukces Lubomirskiego, ponieważ zginęło 3 tys. żołnierzy. Jednak politycznie Lubomirski był przegrany, ponieważ zaczęła odchodzić od niego szlachta, która przeraziła się na myśl bratobójczej walki. Dlatego też 31 lipca 1666 został podpisany kompromis w Łęgonicach, w którym Lubomirski przepraszał króla. Musiał też udać się na banicję, ale odzyskał swoje dobra i amnestię dla swoich stronników. 8. Konfederacja malkontentów przeciw królowi W 1672 roku kraj stał na krawędzi wojny domowej. Nierozstrzygnięta wojna z Turcją, obce wojska na Podolu, król, który nie potrafi nad tym zapanować. Malkontenci zawiązali tajną konfederację przeciwko Michałowi Korybutowi, licząc na pomoc Francji. Jednakże Ludwik XIV nie miał zamiaru wikłać się w sprawy Rzeczpospolitej, będąc zajęty wojną z Holandią. Malkontenci mieli nawet francuskiego kandydata na tron, lecz on umarł w Holandii. Zbierano również podpisy po kraju w celu detronizacji Wiśniowieckiego, lecz ten nic sobie z tego nie robił. 9. Konfederacja gołąbska Pospolite ruszenie, zwołane jeszcze przed pokojem w Buczaczu, miał się zebrać pod Gołębiem. Tam zebrana szlachta zawiązała konfederacje w obronie króla, przeciw malkontentom. Była to konfederacja generalna przy królu, która miała ratować państwo i wolności szlacheckie w razie niebezpieczeństwa. Wobec działania konfederatów gołąbskich zawiązywały się coraz to nowe konfederacje: wojskowa z Janem Sobieskim na czele i lokalne konfederacje. Wszystko jednak rozstrzygnęło się na sejmie pacyfikacyjnym, gdzie zawarto porozumienie i podjęto przygotowania do wojny z Turcją. 10. Konfederacja Sandomierska 22 sierpnia 1702r. Wojna północna, Szwedzi pustoszą tereny Rzeczpospolitej. Zostaje zwołane pospolite ruszenie pod Sandomierz. 22 sierpnia 1702 roku szlachta zebrana pod Sandomierzem zawiązuje konfederację w obronie króla i Rzeczpospolitej. Podobne związki zawiązały się w Wielkopolsce i na Litwie. Szlachta wyobrażała sobie, że może doprowadzić do zakończenia wojny poprzez porozumienie z Karolem XII, aczkolwiek ten zażądał detronizacji króla. August II zyskiwał coraz większe poparcie wśród szlachty na sejmikach i radach konfederackich. W ten sposób można było uchwalić na sejmie lubelskim w 1703 roku powołać pod broń 48 tys. żołnierzy. 11. Konfederacja Tarnogrodzka Wojna północna, wojska saskie stacjonują w Rzplitej, Car Piotr I ma ogromny wpływ na sytuację w Rzeczpospolitej. 26 listopada 1715 roku w Tarnogrodzie zawiązano konfederacje generalną mającą na celu obronę wolności Rzeczpospolitej i doprowadzenie do ewakuacji wojsk saskich z kraju i odsunięcie ministrów saskich od spraw kraju. Do konfederacji szlacheckiej dołączyło wojsko koronne i litewskie. Doszło do starć z wojskami saskimi, lecz były to małe potyczki. Konfederaci, po nieudanym rozejmie, zwrócili się o mediacje do Piotra Wielkiego, który obiecał pomoc i nawet detronizację Wettyna. Sytuacja w Europie pozwoliła Rosji znacząco wpłynąć na Augusta i Rzeczpospolitą aż do tego stopnia, że August wzywał na pomoc do Rzplitej wojska rosyjskie. 3 listopada 1716 roku został podpisany traktat między królem a konfederatami, rozczarowanymi brakiem pomocy Rosjan. Traktat był ratyfikowany na sejmie niemym. 12. Konfederacja warszawska 1733r. Sejm elekcyjny 1733r. Najpierw wybrano na króla Stanisława Leszczyńskiego, który uciekł jednak z Warszawy do Gdańska przed nadciągającym wojskiem rosyjskim. Aby nie zaprzepaścić szansy powołania nowego króla w terminie sejmu elekcyjnego, 5 października 1733 roku wybrano na króla, przy asyście wojsk rosyjskich Augusta III. Nikt nie miał wątpliwości, że nie była to wolna elekcja, ale zawiązano w październiku, w jego obronie konfederację warszawską, której marszałkiem został Antoni Poniński. Do działań wojennych nie doszło ze względu na wojska rosyjskie. 13. Konfederacja dzikowska 1734r. W tym czasie toczono walki o utrzymanie na tronie Stanisława Leszczyńskiego – po województwach zawiązywały się od początku liczne konfederacje w jego obronie, by w końcu przekształcić się w konfederacje generalną, zawiązaną w Dzikowie 5 listopada 1734 roku. Konfederaci zwalczali wojska saskie i rosyjskie. Podczas konfederacji dzikowskiej szlachta uświadomiła sobie realną słabość wewnętrzną Rzeczpospolitej. W 1735 roku miał miejsce sejm pacyfikacyjny, lecz został on zerwany. Dopiero w następnym roku doszedł on do skutku, rozwiązano konfederacje i ogłoszono amnestię. Rozdzielono również stanowiska hetmańskie oraz kanclerskie, ale żadne z nich nie dostało się kandydatowi Familii. Powołano też specjalną komisję, która miała przygotować aukcję wojska, czyli program powiększania siły zbrojnej. 14. Konfederacja toruńska, 1767 r. Konfederacja zawiązana w Toruniu 20 marca 1767 roku przez szlachtę protestancką pod ochroną wojsk rosyjskich, rzekomo w celu ochrony praw politycznych i wyznaniowych dysydentów. Marszałkiem był Jerzy Wilhelm Goltz. 15. Konfederacja słucka, 1767 r. Konfederacja zawiązana 20 marca 1767 w Słucku, przez szlachtę prawosławną i kalwińską Wielkiego Księstwa Litewskiego w obronie praw politycznych i wyznaniowych różnowierców, pod protektoratem Katarzyny II. . Marszałkiem jej został Jan Jerzy Grabowski. Wspierana przez wojsko rosyjskie, przyczyniła się do destabilizacji Rzeczpospolitej. 16. Konfederacja radomska 1767r. Stronnicy sascy i opozycjoniści republikańscy, chcący detronizacji Poniatowskiego i zemsty na Czartoryskich oraz anulowania dotychczasowych reform zawiązywali konfederacje w województwach, a ich delegaci zebrali się w Radomiu, w czerwcu 1767 roku. Tam pod nadzorem wojsk rosyjskich zawiązali konfederację generalną. Wtedy okazało się, że konfederacja zawiązana jest przy królu, gwarantuje wolność dla dysydentów i prosi Katarzynę II o gwarancje „wolności polskich”. Ta konfederacja jest uznawana jako z ducha protoplastką targowickiej. Sekretarzem delegacji wysłanej do carycy był Szymon Kossakowski, jeden z późniejszych przywódców Targowicy. Jednak konfederaci poczuli się oszukani, gdy Stanisław August prowadził politykę „mniejszego zła”, współpracował z Repninem, a w oczach szlachty był po prostu zdrajcą. Głównymi opozycjonistami byli: prymas Gabriel Podolski, Karol Radziwiłł, Franciszek Ksawery Branicki, Teodor Wessel. 17. Konfederacja Barska 1768r. - 1772r. Ustalenie praw kardynalnych nie spodobało się szlachcie katolickiej, która uznała to za złamanie swoich praw. 29 lutego 1768 roku w Barze na Podolu zawiązano konfederacje w obronie wiary i wolności pogwałconych przez posła rosyjskiego. Akt konfederacji kasował wszystkie ustalenia, z którymi miał związek Repnin. Na jej czele stali Józef Puławski i Michał Krasiński, który zakładali, że konfederacja będzie się opierać na lokalnych konfederacjach zawiązanych przed konfederacją radomską. Repnin obawiał się konfederatów i dlatego wezwał na pomoc wojska rosyjskie. Rozpoczęła się wojna partyzancka na terenie całego kraju. W kręgach dowodzących konfederacją dochodziło do kłótni i konfliktów (Józef Puławski przez konflikt z Krasińskim zmarł w więzieniu tureckim). W 1769 roku powołano tzw. Generalność, która miała sprawować władzę najwyższą. Wybrani do niej zostali Michał Krasiński dla Koronny, Michał Pac dla Litwy oraz kilku regimentarzy i konsyliarzy. W 1769 roku Austria, a w 1770 roku Prusy wprowadziły wojsko na teren Rzeczpospolitej. Konfederacja ta przeszła istotną ewolucję: z spontanicznego zrywu szlacheckiego w obronie praw do walki przeciw królowi i Familii, prowadzonej przez opozycję, pragnącej zemsty i rewanżu. Konfederaci nie prowadzili otwartych bitew, ale bronili się zaciekle, jak nigdy dotąd w historii Rzeczpospolitej, w fortecach (Bar, Chocim, Tyniec, Lanzkorona). Głównym założeniem konfederatów barskich była obrona religii katolickiej, ale też w 1770 roku dodano hasła detronizacyjne króla. Konfederaci porwali również króla w 1771 roku, ale go wypuścili, ponieważ niw wyobrażali sobie, że mogli by podnieść rękę na króla (godziło to w wartości szlachty). W walkach brali też udział francuscy oficerowie, np. Dumouriez, który brawurowo zajął Wawel. Konfederaci zostali ostatecznie rozbici w 1772 roku. Skutkiem (nieuniknionym tak czy owak), tych walk był pierwszy rozbiór Rzeczpospolitej w 1772 roku. 18. Konfederacja Targowicka 1792r. Uchwalenie Konstytucji 3 Maja godziło w opozycję, która uważała konstytucję za dokument zły i nie potrzebny. Opozycjoniści knuli plany, jak usunąć króla i konstytucję, dlatego do Petersburga udała się delegacja, do której dołączył na miejscu Szymon Kossakowski, oficer polski w wojsku rosyjskim, przywódca konfederacji radomskiej. Stanisław Potocki, Seweryn Rzewuski, Franciszek Ksawery Branicki i Kossakowski podpisali 27 kwietnia 1792 roku akt konfederacji przeciwko konstytucji i innym aktom Sejmu Wielkiego. Akt wspominał też o szerzeniu się nad Wisłą „zarazy demokratycznej” i wzywał carycę do udzielenia pomocy. Akt był sygnowany fałszywą datą i fałszywym miejscem – Targowica, 14 maj 1792r. 18 maja na teren Polski wkroczyły wojska rosyjskie, które przegrały z Polakami dwie bitwy – 18 czerwca pod Zieleńcami, a miesiąc później pod Dubieńką. Katarzyna uzasadnia wejście wojsk rosyjskich na teren Rzeczpospolitej zaprowadzeniem porządku i poparciem prawdziwych patriotów. Stanisław mógł przystąpić do Targowicy i zrobił to, aby uratować Rzeczpospolitą przed wielkimi zniszczeniami i ogromnymi represjami, ale nie zyskał tym krokiem poparcia wśród narodu Polskiego. August zakazał prowadzenia walk z Rosjanami i w ten sposób pozwolił na rozbiory. W ten sposób konfederacja targowicka doprowadziła do drugiego rozbioru Rzeczpospolitej. Konfederaci tutaj nie działali dla dobra kraju, lecz dla ich wyimaginowanego poczucia wolności szlacheckich i przeciw konstytucji. |
Elbląg w epoce nowożytnej żył w cieniu większego brata – Gdańska, ku któremu w XVII stuleciu zwróciły się pożądliwe oczy królów szwedzkich. Ale Elbląg również znalazł swojego adoratora, i to nadzwyczaj wytrwałego – księcia pruskiego, a zarazem elektora brandenburskiego. Początki tej – nieodwzajemnionej, przyznajmy – miłości sięgają potopu szwedzkiego. Elbląg, jak większość innych miast Prus Królewskich, padł łupem Szwedów. Skandynawowie zajęli miasto 22 grudnia 1655 roku i trzymali mocno aż do końca wojny. Paradoksalnie, miało to istotne znaczenie dla polskości miasta. Oto bowiem jesienią 1657 roku, za pośrednictwem dyplomacji habsburskiej, sfinalizowano rozmowy między Rzecząpospolitą a jej wiarołomnym lennikiem, księciem elektorem Fryderykiem Wilhelmem. 19 września 1657 roku w Welawie podpisano traktat, na mocy którego elektor za porzucenie Szwedów, ewakuację zamków w Wielkopolsce i Warmii oraz przystąpienie do wojny przeciw Szwecji uzyskał suwerenność w Prusach Książęcych. Półtora miesiąca później, listopada, w Bydgoszczy traktat ten został uzupełniony. Polska zaciągnęła u elektora pożyczkę w wysokości 120 tys. talarów pod zastaw starostwa drahimskiego na pograniczu wielkopolsko-pomorskim. Elektorowi oddano również w lenno księstwa lęborskie i bytowskie, a także Elbląg – który wszakże należało dopiero zdobyć na Szwedach. Polska zastrzegła sobie prawo wykupu miasta za okrągłą sumkę 400 tys. talarów. Od tej pory miłość do Elbląga miała swoją cenę. Elektor po zapłaceniu owej sumy gotów był z miasta zrezygnować. NIEWYKUPIONY ZASTAW Traktaty welawsko-bydgoskie, słusznie uważane za jedną z największych klęsk w dziejach naszej dyplomacji, doraźnie poprawiły sytuację wojskową w Prusach Królewskich. Co prawda elektor, zasłużenie zwany lisem znad Szprewy, do zwalczania Szwedów zbytnio się nie przykładał, ale jego wolta zdecydowanie ułatwiła zadanie sprzymierzonym Polakom i Austriakom. Fryderyk Wilhelm dążył do opanowania Elbląga, ale Szwedzi nie dali się stamtąd wykurzyć aż do zawarcia pokoju w Oliwie 3 maja 1660 roku. Traktat pokojowy potwierdzał postanowienia z Welawy i Bydgoszczy, jednak w sprawie Elbląga elektor musiał się obejść smakiem. Oddanie miasta Prusakom wywołałoby bowiem wielkie niezadowolenie w Rzeczypospolitej, również elblążanie ani myśleli przechodzić pod władzę Fryderyka Wilhelma. Dwór królewski znalazł się między młotem a kowadłem – z jednej strony wypadało wykonać umowę z elektorem, a z drugiej nie chciano się narażać szlachcie. Znaleziono zatem kompromisowe rozwiązanie: 26 czerwca 1660 roku wystawiono w Warszawie deklarację potwierdzającą prawa elektora do Elbląga, ale miasta mu nie wydano. Gdy 24 sierpnia Szwedzi opuścili mury elbląskie, zastąpiła ich polska załoga. Rzeczpospolita powinna teraz wypłacić elektorowi 400 tys. talarów i sprawa byłaby załatwiona. Były jednak pilniejsze potrzeby: nieopłacone wojsko, wojna z Moskwą, sprawa elekcji vivente rege, wreszcie rokosz Lubomirskiego. Na wszystko trzeba było pieniędzy, a tymczasem państwo tonęło w długach. Nie zdołano nawet oddać elektorowi zaciągniętej pożyczki i ten, zniecierpliwiony, wykorzystując zamieszanie wywołane abdykacją Jana Kazimierza, zajął w 1668 roku zastawny Drahim. To samo groziło Elblągowi, ale na wtargnięcie do niego książę pruski póki co nie mógł sobie pozwolić. Co więcej, w pewnym momencie wydawało się, że elektor pożegna się z całymi Prusami Książęcymi. A wszystko za sprawą Jana III Sobieskiego i jego polityki bałtyckiej. ZAPRZEPASZCZONA SZANSA SOBIESKIEGO W tym miejscu musimy się przenieść do Europy Zachodniej, oświetlanej blaskami potęgi francuskiego Króla Słońce Ludwika XIV. Monarcha ten ożenił się w 1660 roku z infantką hiszpańską Marią Teresą i liczył, że wraz z niezbyt urodziwą, ale za to wyjątkowo posażną panną uzyska jej dziedzictwo. Aliści przekorny teść Filip IV okpił zachłannego Ludwika i już po wydaniu córki z kolejną żoną spłodził potomka i dziedzica – przyszłego króla Karola II. Zawiedziony francuski monarcha po śmierci Filipa IV zgłosił w imieniu żony roszczenia do Niderlandów hiszpańskich. Opierał się na miejscowym prawie dewolucyjnym przyznającym prawo do dziedziczenia dzieciom z pierwszego małżeństwa, niezależnie od płci. Opanował zatem Niderlandy, po czym w 1668 roku musiał je opuścić, zagrożony przez koalicję, którą zmontowali przerażeni rozwojem wypadków Holendrzy. W rewanżu Ludwik XIV postarał się o izolację Holandii na arenie międzynarodowej i w 1672 roku najechał ją zbrojnie, mszcząc się za doznane upokorzenie. Holendrzy jednak, jak przystało na zagorzałych protestantów, czytali Biblię i w obliczu zagrożenia chwycili się sposobu wypróbowanego przez Mojżesza – od potęgi nieprzyjacielskiej najlepiej odgrodzić się wodą. Otworzyli śluzy kanałów i zalali swoje poldery – zaskoczonym Francuzom nie pozostało nic innego jak pospieszna ucieczka. Stronę Holandii wzięli Hiszpanie i cesarz, za Francją opowiedzieli się Szwedzi. Elektor Fryderyk Wilhelm, licząc na zdobycie szwedzkiej części Pomorza Zachodniego, znalazł się w obozie przeciwników Króla Słońce. A tymczasem nowy król Polski Jan III Sobieski od dawna był zdeklarowanym zwolennikiem Francji... I nagle stał się Francuzom, a za nimi Szwedom, bardzo potrzebny do poskromienia Fryderyka Wilhelma. Przed Rzecząpospolitą otworzyły się perspektywy zdobycia Prus Książęcych, a co za tym idzie, zamknięcia raz na zawsze sprawy Elbląga. Koncepcja pchnięcia Polski przeciwko Brandenburgii i Prusom była bardzo kusząca, zwłaszcza że Szwedzi, którzy w 1675 roku najechali państwo Fryderyka Wilhelma, doznali w drodze na Berlin upokarzającej klęski pod Fehrbellinem. Ceną za polską pomoc były Prusy. 11 czerwca 1675 roku Sobieski podpisał w Jaworowie tajny układ z Francją, a w grudniu dogadał się ze Szwedami. Ludwik XIV zobowiązał się sfinansować wojnę z Brandenburgią, płacąc Polsce 200 tys. talarów rocznie i drugie tyle, gdyby w obronie elektora wystąpił cesarz. Ze Szwedami zaś uzgodniono przepuszczenie ich korpusu w sile 8 – 10 tys. żołnierzy z Inflant przez Kurlandię i Żmudź do Prus Książęcych. Wykorzystując zaangażowanie wojsk elektora w zdobywanie Szczecina, Szwedzi do spółki z Polakami (król zatrzymał 6 – 7 tys. żołnierzy w Prusach Królewskich) mieli zająć Prusy Książęce i przekazać je Polsce – a właściwie królowi, który chciał uczynić z Prus władztwo dla swego pierworodnego Jakuba. Te plany miały jednak kilka wad. Po pierwsze, służyły raczej interesom Sobieskich niż Rzeczypospolitej, dlatego też król zawierał tajne układy w swoim imieniu, a nie państwa. Po drugie zaś, Polska była zaangażowana w wojnę z Turcją, notabene również sojusznikiem Francji, i nie miała ani sił, ani chęci, by wszczynać nowy konflikt. Wprawdzie traktat pokojowy z Turkami zawarto już w październiku 1676 roku, ale na jego ratyfikację trzeba było czekać aż dwa lata. Przez ten czas można było się spodziewać wznowienia wojny. Na sejmie w 1677 roku odrzucono zatem plan uderzenia na elektora, który zresztą był na bieżąco informowany o wszystkim przez swoich rezydentów w Warszawie i polskich zwolenników. Sobieski musiał więc działać tajnie, licząc głównie na Szwedów. Ale ci poczynali sobie niemrawo i inwazja na Prusy podjęta zimą 1678/1679 roku zakończyła się kompromitującą klęską. Co gorsza na Zachodzie Ludwik XIV pomyślnie zakończył wojnę o Niderlandy traktatami w Nimwegen. Nie był już dłużej zainteresowany finansowaniem polskiej walki z elektorem, chciał tylko uratować skórę szwedzkiemu sojusznikowi. Na mocy pokoju w Saint-Germain-en-Laye w 1679 roku Szwecja wycofała się z wojny z minimalnymi stratami, a „lis znad Szprewy” wkrótce sprzymierzył się z potężną Francją. Teraz mógł być spokojny o Prusy. Okazja do rozwiązania sprawy Elbląga w ramach planów bałtyckich Jana III została zatem zaprzepaszczona. Polska zaangażowała się wkrótce w wojnę z Turcją, która trwała do 1699 roku i pochłonęła wielkie wydatki. Warszawa nie miała pieniędzy, by spłacić roszczenia elektora, ani Berlin dość sił, by zmusić Jana III do oddania miasta. Sprawa czekała więc do „lepszych czasów” – jak się okazało, lepszych dla elektora brandenburskiego. Nadeszły one wraz z elekcją w 1697 roku na tron polski Fryderyka Augusta Wettyna, elektora saskiego. KOMBINACJE AUGUSTA II Młody August II, pełen energii i dobrych chęci, miał ambitne plany przekształcenia Polski w silne państwo, co pozwoliłoby mu zająć odpowiadające ambicjom miejsce na arenie politycznej Europy. Potrzebował do tego zgody szlachty, którą spodziewał się pozyskać dzięki wojennym sukcesom. Sprowadzony do Polski kontyngent wojsk saskich dawał nadzieję na pomyślne zakończenie wojny z Turcją. Oprócz odbicia Kamieńca Podolskiego August II liczył na zajęcie przynajmniej Mołdawii, a może także Budziaku oraz Wołoszczyzny. Kraje te zresztą chciał pozyskać dla siebie, a kusząc póki co Polaków wizją ich połączenia z Rzecząpospolitą, zamierzał zapewnić swej dynastii (jeśli nie de iure, to de facto) dziedziczenie tronu polskiego. Plany mołdawskie spełzły wszakże na niczym i po pokoju karłowickim z 26 stycznia 1699 roku, król musiał się zadowolić odzyskaniem ziem utraconych w 1672 roku. Było to i tak niemało, dlatego wykorzystując huczne świętowanie zwycięstwa, zwołał na czerwiec 1699 roku do Warszawy sejm pacyfikacyjny, by rozprawić się z profrancuską opozycją i wymóc powszechne uznanie jego władzy. Elekcja w 1697 roku była bowiem rozdwojona i część szlachty z prymasem Michałem Radziejowskim na czele wybrała na króla Franciszka Ludwika Burbona, księcia de Conti. August II dzięki poparciu wojsk koronnych i obecności korpusu saskiego w Polsce wygrał wyścig po koronę, ale nie wszystkich do siebie przekonał. Bez tego zaś trudno było liczyć na powszechne poparcie dla ambitnych planów. Nowy elektor brandenburski Fryderyk III początkowo zadeklarował poparcie dla Augusta II. Kiedy jednak zorientował się, że jego saski kolega trzyma się Habsburgów, szukając w Wiedniu oparcia przeciw Francji, zmienił front. Zaczął podkopywać władzę Wettyna w Polsce i popierać prymasa Radziejowskiego, głosząc obronę wolności szlacheckich zagrożonych przez Sasów. Podniósł także nieuregulowaną sprawę Elbląga, żądając przy okazji inwestytury na księstwa lęborskie i bytowskie. Dyplomacja berlińska podjęła szeroko zakrojoną akcję w Anglii i Holandii, skąd August II spodziewał się uzyskać pomoc finansową dla działań przeciw Turcji. Akcja okazała się skuteczna, gdyż oba kraje odmówiły pomocy królowi polskiemu. W tym samym czasie zaczęły się psuć stosunki Augusta II z Habsburgami. Wiedeń zdecydowanie odrzucił jego prośby o odstąpienie Saksonii części Dolnego Śląska, dzięki czemu zyskałaby ona połączenie lądowe z Rzecząpospolitą. Wyszły też na jaw habsburskie apetyty na księstwa naddunajskie, które chciał zdobyć August II. Aby ubiec Habsburgów, potrzebna była armia. Król planował wystawienie 20 tys. żołnierzy, z niewielkim tylko udziałem polskich wojsk koronnych. Nie mógł zbytnio liczyć na Polaków, gdyż po swym poprzedniku odziedziczył długi wobec armii, których nie miał czym spłacić. Aby zdobyć fundusze, musiał zwołać sejm i przekonać posłów do uchwalenia nowych podatków. Taka próba, podjęta wiosną 1698 roku, spaliła na panewce wskutek działań opozycji profrancuskiej. Trzeba było zatem zaciągnąć pożyczkę na projektowaną kampanię. PRUSACY ZAJMUJĄ ELBLĄG Z inicjatywą pomocy wystąpił Fryderyk III i już w styczniu 1698 roku zaproponował Augustowi II 100 tys. talarów pożyczki. Do spotkania doszło 7 czerwca w Johannesburgu (Piszu). Elektor pożyczył tam królowi 150 tys. talarów, oczekując w zamian zgody na zajęcie Elbląga. Nie wiemy, co dokładnie ustalono. Po spotkaniu władców trwały rokowania ministrów, które jednak nie zadowoliły elektora. Fryderyk III postanowił wymusić korzystne dla siebie rozwiązanie. Wykorzystując zaangażowanie wojsk polskich i saskich w jesienną kampanię przeciw Turcji, wysłał generałalejtnanta von Brandta z 800 piechurami i 300 dragonami pod Elbląg. Prusacy próbowali opanować miasto przez zaskoczenie nocą z 13 na 14 października 1698 roku. Mieszczanie w porę dostrzegli niebezpieczeństwo i zamach się nie powiódł. Elblążanie odmówili też wpuszczenia załogi pruskiej, pragnąc dochować wierności królowi polskiemu. Brandt wycofał się, ale już 24 października wrócił na czele 4 tys. żołnierzy i ponad 40 armat. Miasto nie uzyskało pomocy od Rzeczypospolitej i gdy zamarzły fosy, 10 listopada musiało się poddać. Na wieść o zdradzieckim zajęciu Elbląga przez Prusaków, w Rzeczypospolitej zawrzało. Powszechnie domagano się ukarania wiarołomnego elektora i odebrania miasta zbrojnie, nie bacząc, że napastnik miał do Elbląga słuszne prawo na mocy porozumień welawsko-bydgoskich. Przed Augustem II otwierała się jednak nieoczekiwana perspektywa zbrojnej inwazji na Prusy i realizacji niegdysiejszych planów Jana III – tym razem z poparciem Rzeczypospolitej i hetmana wielkiego koronnego Stanisława Jabłonowskiego. Decyzje o wojnie miały zapaść na sejmie pacyfikacyjnym. Prędko okazało się, że gniew braci szlacheckiej wyładował się w pomstowaniu na elektora, a gdy przyszło do czynów, przyjęto rozwiązania kompromisowe. Fryderyk III sugerował królowi polskiemu zdobycie udzielnego władztwa w Inflantach i skutecznie odwracał jego wzrok od Prus. Było to zresztą po myśli Augusta II, spokrewnionego z królem Danii Chrystianem V, z którym już w marcu 1698 roku zawarł porozumienie obronne przeciw Szwecji. Król polski podjął też rozmowy z carem Piotrem I w sprawie wojny ze Szwecją i nawiązał kontakty ze szlachecką opozycją w Inflantach, krzywo patrzącą na absolutystyczne rządy królów szwedzkich i wzdychającą do polskich wolności. Wobec małoletności nowego króla szwedzkiego Karola XII i kompromitacji armii szwedzkiej w niedawnej wojnie z Brandenburgią nadzieje na zdobycie Inflant były znacznie bardziej kuszące niż perspektywa wojny z elektorem, którego mogliby wesprzeć sąsiedzi. August II zrezygnował zatem z planów pruskich. POROZUMIENIE Z ELEKTOREM Podjęcie decyzji ułatwiła mu sejmująca szlachta, która uznała zasadność roszczeń pruskich do Elbląga. Protestowano tylko przeciwko formie ich realizacji. Zamiast więc uchwalić podatki na wojnę, powołano komisję pod przewodnictwem prymasa Radziejowskiego, która miała wynegocjować porozumienie z elektorem. Rokowania toczyły się w napiętej atmosferze, gdyż obie strony próbowały zastraszyć rozmówcę. Polacy zakazali przechodzenia wojskom elektorskim przez swoje terytorium, na co Fryderyk III odpowiedział zamknięciem Sasom drogi do Polski. Wysunął również żądania terytorialne, które zmierzały do połączenia Prus Książęcych z Brandenburgią. W odpowiedzi August II wysłał regimenty saskie do Prus Królewskich, wykazując gotowość do ich obrony. Porozumienie osiągnięto 13 grudnia 1699 roku. Rzeczpospolita zobowiązała się zapłacić elektorowi 300 tys. talarów pod zastaw klejnotów, a w zamian Prusacy mieli opuścić Elbląg do końca stycznia 1700 roku. Pieniądze miały być wypłacone najdalej w trzy miesiące po najbliższym sejmie, w przeciwnym razie Prusacy mieli nadal władać miastem. 31 stycznia 1700 roku garnizon pruski opuścił Elbląg, a 4 lutego wjechali do niego komisarze królewscy – biskup warmiński Andrzej Chryzostom Załuski i podkanclerzy litewski Stanisław Szczuka. Zgromili mieszczan za poddanie się elektorowi, ale zwolnili ich od wszelkich kar, żądając jedynie wypłacenia 1/6 sumy należnej elektorowi. Na najbliższym sejmie, który obradował latem 1703 roku w Lublinie, uchwalono podatek dwóch talarów od młynów większych i talara od mniejszych ze wszystkich dóbr w Rzeczypospolitej, co miało dać 200 tys. talarów w Koronie i 100 tys. na Litwie. Pieniądze były przeznaczone na opłacenie Elbląga. Żądano od szlachty wpłacenia całej sumy w ciągu dziesięciu tygodni, do 19 września. Niestety wojna ze Szwecją uniemożliwiła zebranie tej sumy. Wobec tego Prusacy wkroczyli 12 października 1703 roku do wiejskich posiadłości miasta i przejęli ich dochody na poczet niespłaconego długu. Ten krok tłumaczy poniekąd chęć uprzedzenia Szwedów, którzy 14 października zajęli Toruń, a 11 grudnia weszli do Elbląga. Wyrzucili ich stamtąd dopiero w 1710 roku Rosjanie, których dwa lata później zastąpili Sasi, a w 1715 roku – Polacy. AŻ NADSZEDŁ PIERWSZY ROZBIÓR Miasto pozostało przy Rzeczypospolitej, ale jego posiadłości ziemskie dzierżyli Prusacy. Był to duży uszczerbek finansowy dla miasta, a także prestiżowy dla całego państwa W tej sytuacji sejm warszawski w 1710 roku ponowił konstytucję z 1703 roku w sprawie wykupienia Elbląga. Jednak i tym razem nie udało się zebrać pieniędzy. Później było coraz trudniej – kraj ogarniała anarchia, sejmy rzadko się zbierały i jeszcze rzadziej kończyły konkluzjami. Sejm grodzieński w 1726 roku powołał komisję pod przewodnictwem prymasa do negocjacji z Berlinem w sprawie uwolnienia Elbląga i zastawionych klejnotów oraz wykupienia Drahimia, grożąc w razie oporu Prus zwołaniem sejmu nadzwyczajnego i wydaniem wici na pospolite ruszenie. Były to jednak oczywiste strachy na Lachy. Sprawa ciągnęła się i obiecał ją rozwiązać nowy król August III w paktach konwentach zatwierdzonych przez sejm w 1736 roku. Ponieważ i jemu nie udało się nic załatwić, sejm koronacyjny Stanisława Augusta w 1764 roku. uchwalił wreszcie coroczną pomoc finansową dla miasta w wysokości 8 tys. zł polskich, by zrekompensować straty z tytułu zajęcia dóbr ziemskich. Liczono oczywiście na spłacenie Prus w przyszłości, ale doczekano się pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej i zajęcia Elbląga przez Prusaków w 1772 roku. Sprawa Elbląga jest doskonałym przykładem powiązania historii miasta z wielką polityką, nie tylko polską, lecz także europejską. Ukazuje zarazem słabość Rzeczypospolitej, niezdolnej ani do spłacenia roszczeń pruskich, ani do siłowego rozstrzygnięcia sprawy. Jednocześnie wskazuje na głębokie przywiązanie szlachty do praworządności, wyrażające się w uznawaniu nawet niekorzystnych zobowiązań i solidarności w pomocy miastu, które – jak zauważono w konstytucji sejmowej z 1764 roku – cierpi w interesie całej Rzeczypospolitej. Źródło: Mówią Wieki |