Szukaj:Słowo(a): Komisja Spraw Zagranicznych Senatu Stanów Zjednoczonych
Kilka nowych wieści z pola "walki"



Tarcza żelazną ręką negocjowana

Czy to przełom w negocjacjach w sprawie wybudowania amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce, czy też totalna próba zmiany polityki zagranicznej wobec mocarstwa? Jak podaje RMF FM Polska postawiła żelazne warunki Stanom Zjednoczonym w sprawie tarczy antyrakietowej. Amerykanie z kolei, według tych informacji mają mięknąć i powoli przychylać się do polskich żądań. Dzisiaj (czwartek) ma odbyć się najważniejsza tura rozmów w tej sprawie.

Żelazne warunki stawiane amerykańskiej stronie to: baza ma być polską własnością i będzie tam obowiązywać polskie prawo. Drugi żelazny warunek, to żadnych kosztów dla polskiego podatnika. Ostatni najważniejszy – z powodu budowy tarczy oczekujemy korzyści, a nie datków. Ile z tego okaże się prawdą i ile uda się wynegocjować pokażą prawdopodobnie najbliższe miesiące. Tymczasem warunek o tym, że baza ma być polską własnością i ma za to zapłacić strona amerykańska jest warunkiem co najmniej dziwnym i trudnym do spełnienia, bo jak twierdzi były minister obrony narodowej Radosław Sikorski, według pierwotnej amerykańskiej oferty Polska miałaby ponieść niektóre koszty związane z budową związane m. in. z oczyszczeniem terenu i dodatkowej infrastruktury. Dodatkowo komisje Izby Reprezentantów i Senatu USA, gdzie większość mają Demokraci, zablokowały fundusze na budowę planowanych 10 wyrzutni rakiet przechwytujących w Polsce. Mają one być odblokowane po przedstawieniu przez administrację uzasadnienia potrzeby i skuteczności tarczy oraz ewentualnym zawarciu umowy z rządem RP o budowie jej w Polsce. A ta jeszcze zawarta nie została.
- Wydaje mi się, że w tym zapisie chodzi wyłącznie o to, że teren na którym będzie położona tarcza nie będzie eksterytorialny - tłumaczy Mariusz Chmiel, wójt gminy Słupsk. - Ciekawi mnie jedna rzecz. Jak długo polska strona będzie te żelazne warunki utrzymywać.
Jak tłumaczy biuro prasowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Polska będzie walczyć przede wszystkim o znaczny wzrost pomocy wojskowej. Amerykanie do tej pory twierdzili, że układ "my dajemy ochronę antyrakietową, wy terytorium" jest najlepszy. Teraz mają zmieniać swoje stanowisko. Potwierdza to w wypowiedzi dla RMF FM rzecznik prasowy MSZ Robert Szaniawski. Według niego ta zmiana nastąpiła.
- Amerykanie są przekonani do polskiej koncepcji, która zakłada znacznie szerszą współpracę. Rozmowy będą trudne, ale chcemy podpisać umowę do końca roku - twierdzi.
Według nieoficjalnych informacji amerykański obiekt ma stanąć w podsłupskim Redzikowie. Ma w nim znaleźć się 10 silosów z rakietami.

Prezydent zadowolony z decyzji USA ws. wiz dla Polaków

Prezydent Lech Kaczyński wyraził zadowolenie z przyjętej przez amerykański Senat poprawki do ustawy imigracyjnej, która umożliwiłaby, na razie czasowo, zniesienie wiz dla Polaków podróżujących do Stanów Zjednoczonych. Zaznaczył jednak, że "z reguły nie chwali dnia przed zachodem słońca".

Poprawka uchwalona przez amerykański Senat w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego dotyczy krajów, które są członkami Unii Europejskiej, militarnie pomagają USA w wojnie w Iraku (udział minimum 300 żołnierzy) i nie stanowią problemu dla amerykańskiego aparatu ścigania (chodzi głównie o zagrożenie terrorystyczne). Z treści poprawki wynika, że dotyczy ona tylko Polski, choć nazwa naszego kraju nie została wymieniona.

Kaczyński przyznał, że bardzo cieszy się z decyzji amerykańskiego Senatu. Jak dodał, nie sądził, iż pierwsze rezultaty w sprawie zniesienia wiz pojawią się tak szybko po jego rozmowach z amerykańskimi politykami.

Polski prezydent przebywał w USA na początku lutego. O zniesieniu wiz dla obywateli naszego kraju rozmawiał tam m.in. z przywódcą republikańskiej większości w Senacie Billem Fristem, liderem demokratycznej mniejszości senatorem Harrym Reidem i republikańskim przewodniczącym senackiej komisji spraw zagranicznych Richardem Lugarem.

Przyjęta przez Senat poprawka będzie jeszcze przedmiotem negocjacji z Izbą Reprezentantów. Oba te gremia muszą ustalić wspólną wersję ustawy o reformie imigracyjnej. Jeśli treść poprawki nie zostanie zmieniona, to Polacy będą mogli podróżować do USA bez wiz na czas nie dłuższy niż 60 dni.

Kaczyński uważa, że jeśli poprawka z powodzeniem przejdzie przez Izbę Reprezentantów, to z punktu widzenia relacji polsko- amerykańskich będzie to "olbrzymi krok naprzód".

Wielokrotnie mówiłem politykom amerykańskim, że to (sprawa wizy) jest właściwie jedyną istotną sprawą, która Polskę i Stany Zjednoczone dzieli - dodał prezydent.

Ta sprawa powinna być załatwiona już paręlat temu. Jednak wtedy rząd i prezydent mieli to w d...e.
"Życie Warszawy" 30.04.2003
Pastusiak niedoinformowany
Niewiedzą o ustawie referendalnej błysnął przebywający w Brukseli na spotkaniu marszałków sejmów i senatów Longin Pastusiak.
Jak Pan ocenia podróż minister do spraw europejskich Danuty Hübner do Stanów Zjednoczonych? Czy traktuje pan tę wizytę, jako ostatnią deskę ratunku, żeby Polonia pomogła w osiągnięciu 50% frekwencji? - zapytaliśmy.
- Ja myślę, że określenie tego deską ratunku jest przesadą, dlatego, że Polonia amerykańska nie głosuje - stwierdził bez wahania odpowiedzialny za kontakty z Polonią marszałek Senatu. - A dlaczego Polonia nie głosuje? - dociekaliśmy. - Jest to dobre pytanie - odparł Pastusiak. I dodał, że jest przekonany, że każdy obywatel, który ma polski paszport, w dniu referendum będzie mógł zagłosować, jeśli przyjedzie do Polski. - Ale przecież w ustawie o referendum jest zapis o głosowaniu za granicą, tak jak w przypadku wyborów parlamentarnych i prezydenckich - nie dawaliśmy za wygraną.
- W ustawie referendalnej nie ma nic na ten temat - brnął Pastusiak. Okazuje się jednak, że sytuacja wygląda... nieco inaczej. Ustawa o referendum ogólnokrajowym z 14 marca 2003 roku, którą przegłosował przecież także Senat, mówi wyraźnie: "Głosowanie w referendum przeprowadza się (...) w obwodach głosowania utworzonych dla obywateli polskich przebywających za granicą". Jest też mowa o tym, że minister spraw zagranicznych (czyli Włodzimierz Cimoszewicz) w porozumieniu z Państwową Komisją Wyborczą określa w drodze rozporządzenia sposób przeprowadzania referendum za granicą i głosowania osób posiadających ważne polskie paszporty.
Gdy o wypowiedzi marszałka Senatu dowiedział się konsul kulturalny w Chicago Mariusz Brymora po prostu zbladł. - To niemożliwe - wykrztusił. I wyjaśnił, że już kilka dni temu otrzymał szczegółowe instrukcje dotyczące organizacji głosowania Polaków mieszkających w Chicago w polskim konsulacie przy Lake Shore Drive.
RAFAŁ RUDNICKI z Brukseli
USA wdzięczne sojusznikom
Sekretarz stanu Colin Powell dał do zrozumienia, że kraje, które poparły Stany Zjednoczone w sprawie Iraku mogą liczyć na wdzięczność Ameryki. - Widzieliśmy jak rzucano w nie kamieniami - podkreślił.
Powell wystąpił dzisiaj przed Komisją Spraw Zagranicznych Senatu prowadzącą przesłuchania w sprawie rozszerzenia NATO oraz polityki USA wobec Iraku.
Odpowiadając na jedno z pytań Powell wspomniał o krajach Europy Wschodniej, które poparły USA w konflikcie z Saddamem Husajnem.
- Nie zapomnimy, że mniejsze kraje (europejskie), wbrew naciskom opinii, powiedziały, że uznają słuszność naszej sprawy i sprzymierzają się z Ameryką. Widzieliśmy jak rzucano w nie kamieniami. USA nie zapomną, że poparły nas w momencie, gdy tego potrzebowaliśmy - powiedział.
Szef amerykańskiej dyplomacji nawiązał do sporu w NATO na tle Iraku przypominając, że Francja groziła nie wpuszczeniem tych krajów - w tym Polski - do Unii Europejskiej w odwecie za ich proamerykańskie stanowisko. Zasugerował też, że Francja musi się w związku z tym liczyć z "konsekwencjami" takiej polityki.
- Rozważymy wszystkie opcje. Nie robimy z tego tajemnicy. Ponieważ jesteśmy przyjaciółmi, (z Francją) możemy rozmawiać szczerze - powiedział.
Powell wyraził przekonanie, że NATO przetrwa obecny kryzys i - wbrew wielu opiniom - wcale nie przechodzi do historii. W przyszłości - jak oświadczył Powell - sojusz będzie podejmować coraz więcej misji poza kontynentem europejskim.
Sekretarz stanu zgodził się, że powiększonemu wkrótce do 26 państw NATO będzie trudniej podejmować decyzje - zapadające poprzez consensus - ale podkreślił, że jego zdaniem nie wpłynie to na skuteczność sojuszu. - Trudno, trzeba będzie po prostu więcej pracować, by osiągać consensus - powiedział.
Powell zapewnił też, że wojska amerykańskie znajdą w Iraku broń masowego rażenia. - Będziemy się coraz więcej dowiadywać od informatorów (irackich) i ufam, że ta broń będzie znaleziona - powiedział.
Zapytany o politykę USA wobec Syrii, Powell wyraził nadzieję, że zaprzestanie ona działań szkodzących interesom USA.
- Mam nadzieję, że prezydent Baszar Asad rozejrzy się wokół, zobaczy co się dzieje w całym regionie i zauważy, że w jego sąsiedztwie powstaje całkiem nowy system - powiedział Powell nawiązując do obalenia reżimu Saddama Husajna w Iraku i zmian we władzach Autonomii Palestyńskiej.

Jest to cytat z serwisu informacyjnego Interi. Na pewno w jakiś sposób w Polsce poprawi się za pomocą przychylności USA i Anglii
http://info.onet.pl/649878,12,item.html

KRLD grozi atakami na całym świecie

Korea Północna rano ostrzegła, iż w razie "prowokacji" może wykorzystać swe
"możliwości zaatakowania amerykańskich celów na całym świecie".

Jak powiedział cytowany przez agencję France Presse przedstawiciel
północnokoreańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ri Kwang Hiok,
działania takie zostałyby podjęte "w ramach prawa do samoobrony" Phenianu.

"Gdyby zaistniała konieczność samoobrony, atak mógłby dotknąć cały personel
armii USA i wszystkie punkty jej dowodzenia na świecie" - ogłosił
północnokoreański dyplomata. "Gdziekolwiek są, jesteśmy w stanie zadać im
cios. Możliwości naszego ataku są nieograniczone. Uderzeniowe siły
Koreańskiej Armii Ludowej dopadną wroga gdziekolwiek będzie" - powiedział Ri
w rozmowie z dziennikarzem agencji France Presse.

Ten sam urzędnik oświadczył także, iż to nie Korea, lecz Stany Zjednoczone
powinny stać się obiektem dochodzenia w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w związku
z naruszaniem Karty Narodów Zjednoczonych. Wypowiedź ta stanowiła reakcję na
środową decyzję Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) o
przekazaniu Radzie sprawy naruszenia przez Phenian zobowiązań, wynikających
z układu o nierozprzestrzenianiu broni atomowej.

Rada Bezpieczeństwa może, choć nie musi, uchwalić nowe sankcje wobec Korei
Północnej. Phenian zapowiadał już wcześniej, że uznałby to za wypowiedzenie
wojny.

Po środowej decyzji MAEA Waszyngton ujawnił, że Korea Północna posiada już
rakiety, które mogą bezpośrednio razić cele na terytorium USA. Informację
taką podał szef CIA George Tenet. "Korea Północna ma też prawdopodobnie
jedną lub dwie głowice z plutonem" - powiedział Tenet przed Komisją Sił
Zbrojnych amerykańskiego Senatu, potwierdzając wcześniejsze oceny CIA.
Odmówił jednak szerszych komentarzy na ten temat.

O narastaniu napięć w Azji Północno-Wschodniej może też świadczyć
bezprecedensowa wypowiedź japońskiego ministra obrony Shigeru Ishiby, że
Tokio mogłoby dokonać prewencyjnego uderzenia na terytorium Korei Północnej,
gdyby dysponowało konkretnymi danymi, iż kraj ten przystępuje do ataku
rakietowego na Japonię

http://info.onet.pl/649936,12,item.html

Japonia nie wyklucza uderzenia na Phenian

Japonia mogłaby dokonać prewencyjnego uderzenia na terytorium Korei
Północnej, jeśli uzyskałaby konkretne informacje, że kraj ten przygotowuje
się do ataku rakietowego - ostrzegł szef japońskiego resortu obrony Shigeru
Ishiba.

"Za późno jest na działanie, gdy rakieta leci już w kierunku Japonii" -
powiedział minister.

"Nasz kraj użyje siły zbrojnej jako środka samoobrony, jeśli (Korea
Północna) zacznie sięgać po broń przeciwko Japonii" - oświadczył Ishiba,
dodając, że Tokio może uznać za początek ataku moment, gdy Północni
Koreańczycy zaczną napełniać paliwem swe pociski rakietowe.

Ishiba, kierujący resortem obrony od września ubiegłego roku i uważany za
głównego "jastrzębia" w japońskim rządzie, powiedział też, że Japonia
powinna przyłączyć się do amerykańskich planów budowy "tarczy
antyrakietowej", gdyż sama nie zdoła obronić się przed atakiem rakietowym ze
strony Korei Północnej.

W dalszej perspektywie - podkreślił - Japonia powinna zwiększyć wydatki na
budowę własnych sił zbrojnych, tak by móc uniezależnić się od USA.

Korea Północna kilkakrotnie dowiodła już, że jest w stanie razić rakietami
terytorium Japonii. W 1993 roku jedna z północnokoreańskich rakiet spadła do
Morza Japońskiego, a w 1998 roku inna przeleciała nad Hokkaido i zatonęła w
wodach Pacyfiku.

Korea Północna ostrzegła w czwartek, że jest w stanie dokonać "w
samoobronie" ataku na "wszelkie cele amerykańskie na świecie". Zareagowała w
ten sposób na środową decyzję Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej,
która skierowała sprawę Korei Północnej do Rady Bezpieczeństwa ONZ,
uznawszy, że Phenian naruszył zalecenia MAEA. Rada Bezpieczeństwa może teraz
uchwalić sankcje wobec Północy.

W Waszyngtonie szef CIA George Tenet ujawnił w środę, że Korea Północna
posiada rakiety, które mogą bezpośrednio razić cele na terytorium USA.
"Korea Północna ma też prawdopodobnie jedną lub dwie głowice z plutonem" -
powiedział Tenet przed Komisją Sił Zbrojnych amerykańskiego Senatu,
potwierdzając wcześniejsze oceny CIA.

Hehehe ciekawa sprawa. Czy USA będą zmuszone do wojny na 3 frontach??
Czyżbyśmy mieli początek remilitaryzacji Japonii (od kilkunastu miesięcy
conajmniej pojawiają się tam dziwne ruchy). No przyznam, że sytuacja rozwija
się dość nieoczekiwanie. Najciekawsze czy ONZ zda egzamin z Korei czy też
wystraszą się gróźb psychola.





http://www.amnesty.org.pl/index.php/ai/content/view/full/2355
Jeśli Polska poprze zniesienie embarga, będzie to pierwszy od lat sprzeciw
naszego kraju wobec Waszyngtonu



...i to najgłupszy z mozliwych.

masakrze na placu Tienanmen. Eksperci ostrzegają: to naruszy równowagę
wojskową w Azji i na całym świecie.



Prędzej czy później Chiny i tak zdyskontują na polu militarnym swoją potęgę
gospodarczą. Rzecz w tym, by stało się to jak najpóźniej i za cenę jak
największych z ich strony ustępstw politycznych, zwłaszcza w dziedzinie
demokratyzacji życia.

Zdaniem Wojciecha Łuczaka, analityka wojskowego z fachowego pisma
"Raport",



Hmmm...

Chińczycy są bardzo zainteresowani najnowszymi polskimi urządzeniami
radiolokacyjnymi. - Warszawski Radwar czy Przemysłowy Instytut



Srali muszki - są zainteresowani poparciem politycznym - i tylko tym. Radary
ewentualnie kupią za cenę poparcia właśnie.

Telekomunikacji, produkujące radary, systemy dowodzenia i obrony
przeciwlotniczej, oferują unikalne trójwspółrzędne radary i całe
elektroniczne systemy sterowania precyzyjną bronią - mówi Łuczak.



Niezłe, ale przecież nie takie znowu unikalne.

Hitem mógłby być mobilny artyleryjski zestaw przeciwlotniczy Loara, który
nie tylko wykrywa i śledzi cele powietrzne, ale automatycznie steruje
ogniem
dwóch sprzężonych armat. Polscy eksporterzy broni liczą jednak na sprzedaż
innych polskich specjalności przemysłu zbrojeniowego. - Chińczycy mają aż
10
tysięcy czołgów, ale wymagają one zasadniczej modernizacji - mówi Antoni
Szulborski z Bumaru. - Polski przemysł dysponuje własnymi sprawdzonymi
technologiami, poprawiającymi walory bojowe poradzieckich konstrukcji.
Przykładem nasz najnowszy produkt: czołg PT-91 M w wersji malezyjskiej.



Generalnie - żadne pieniądze nie są w stanie zmazać faktu współpracy z
bezlitosnym, przestępczym reżimem totalitarnym. A takim są właśnie chińskie
władze - dopóki nie wyjdą z Tybetu i nie zliberalizują polityki wewnętrznej,
również w zakresie prawa karnego i praktyki sądowej, nie powinniśmy z nimi
współpracować. Mam nadzieję, że bardziej prawicowy i prawy rząd polski
zajmie podobne stanowisko. Bez intensywnej współpracy z Chinami jakoś nieźle
się rozwijamy, obejdzie się.

Agencja Rozwoju Przemysłu, która kontroluje grupę zbrojeniowych zakładów
branży lotniczej i radioelektronicznej, nie jest zadowolona z tego, że z
powodu embarga musi się ograniczać do oferowania w Chinach samolotów
rolniczych Dromader



ARP dba o swoje statutowe interesy, ale inne organa władzy są od tego, żeby
ustalać priorytety polityki zagranicznej.

systemami obronnymi. - Respektujemy międzynarodowe zakazy i nie
podejmowaliśmy dyskusji w tej delikatnej sprawie - podkreśla. Dodaje, iż



Akurat! Sejmowa komisja ds. służb specjalnych powinna zbadać rzeczywistą
treść tych rozmów - i jeżeli padło choć słowo o popieraniu polityki Chin,
łby powinny spadać jak gruszki.

zniesienie embarga oznaczałoby otwarcie nowego rynku dla wyrobów
najbardziej
zaawansowanych technologicznie



I wspieranie agresorów i morderców, dziękuję.

Nawet sfinalizowanie tych wszystkich kontraktów nie musi zrównoważyć
strat,
jakie możemy ponieść we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Waszyngton
jest
gotów wstrzymać handel najnowszą technologią wojskową z Unią. Zagrożone
mogłyby być niektóre porozumienia offsetowe, zawarte przy zakupie przez
Polskę myśliwców F-16. Amerykański Senat przyjął także rezolucję
zakazującą
w takim przypadku współpracy Pentagonu z firmami, które sprzedały broń do
Chin



A to jest właśnie ta druga strona medalu - mam nadzieję, że Amerykanie nie
popuszczą i zrealizują swoje groźby wobec podmiotów łamiących ustalenia umów
m-nar.

T.

wg CNN, PAP: "Talibowie odzyskują kontrolę nad Afganistanem"

Talibowie przywracają swoją kontrolę nad częścią Afganistanu – przyznał oficjalnie szef amerykańskiego wywiadu. Ocena ta różni się od dokonanej w zeszłym miesiącu przez sekretarza obrony USA Roberta Gatesa.
Po ponad 6 latach od interwencji Stanów Zjednoczonych w Afganistanie talibowie odzyskali kontrolę nad około jedną dziesiątą powierzchni kraju – zeznał przed Komisją Sił Zbrojnych Senatu Stanów Zjednoczonych dyrektor państwowych służb wywiadowczych Mike McConnell.

Zaledwie parę tygodni temu Gates poinformował o militarnym sukcesie NATO w Afganistanie w roku 2007 i podkreślił, że talibowie nie kontrolują żadnej części tego państwa.

- Nie okupują oni na stałe żadnego afgańskiego terytorium – powiedział Gates podczas styczniowej konferencji prasowej w Pentagonie.

Poza własną mniej optymistyczną oceną tego wyniku, McConnel stwierdził, że talibowie doznali "istotnego wyniszczenia" swojego kierownictwa i nie są zdolni skutecznie stawiać czoła siłom zbrojnym Stanów Zjednoczonych i NATO.

Uznał też, że wzrost przemocy w Afganistanie wynika z uciekania się przez talibów do terrorystycznej taktyki używanej przez al Kaidę w Iraku – samobójczych ataków i przydrożnych zamachów bombowych.

McConnel zwrócił również uwagę na to, że talibowie zdecydowali się wprowadzić nowe metody działania.

- Oni będę wypełniać lukę powstałą po naszym wycofaniu się z danego obszaru albo oddziaływać na wioskę lub całe regiony, jeśli zabraknie tam naszej obecności – stwierdził dyrektor służ wywiadowczych.

Podkreślił on nie tylko potrzebę poprawy bezpieczeństwa, ale także lepszego zarządzania. Zauważył, że rząd centralny sprawuje kontrolę jedynie nad jedną trzecią terytorium Afganistanu, pozostawiając większość kraju we władaniu lokalnych struktur plemiennych.

Podczas senackiego przesłuchania na temat oceny zagrożenia, McConnel powiedział, że kryjówki w Pakistanie, które umożliwiły al Kaidzie odzyskanie sił, pozwalają talibom "trenować, rekrutować, odpoczywać oraz regenerować siły, a potem ponownie powracać do walki w Afganistanie".

Jednocześnie pochwalił on pakistańskie władze za udzielenie "większej, niż jakiekolwiek inne państwo" pomocy dla Stanów Zjednoczonych "w zwalczaniu terroryzmu".

Jednakże dyrektor Agencji Wywiadu Obronnego, generał Michale Maples, powiedział senatorom, że pakistańskie wysiłki na rzecz konfrontacji z al Kaidą oraz talibami na terenie regionów pozbawionych państwowej kontroli przynoszą niewielkie efekty.

- Pakistańskie operacje wojskowe na terenie Terytoriów Plemiennych Federalnie Administrowanych mają niewielki wpływ na al Kaidę – stwierdził Maples.

Zarówno Maples, jak i McConnel wyrazili obawy o kontynuowanie przez al Kaidę wysiłków na rzecz rekrutacji i treningu agentów, mających za zadanie podjęcie terrorystycznych operacji przeciwko Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom. Zwrócili oni także uwagę na podkreślane w oświadczeniach dążenia al Kaidy, by wejść w posiadanie broni masowego rażenia.

McConnel i Maples zeznawali w przeddzień przesłuchania przed Senacką Komisją Spraw Zagranicznych, które będzie dotyczyło Pakistanu. Weźmie w nim udział zastępca sekretarza stanu John Negroponte – druga najważniejsza pod względem zajmowanego stanowiska osoba w Departamencie Stanu.

Przewodniczący komisjisenator Joe Biden (Demokrata ze stanu Delaware) – powrócił właśnie z wizyty badawczej w regionie i nazwał granicę między Afganistanem i Pakistanem "autostradą ekstremistów".

- Najważniejszą wiadomością jaką przywożę to ta, że Afganistan to zapomniana wojna a Pakistan jest zaniedbaną granicą – stwierdził Biden. - Interwencji w Afganistanie grozi porażka, ponieważ nigdy nie była priorytetem a musi się nim stać.

Podkreślił on, że granica afgańsko-pakistańska powinna być rozpatrywana jako główna linia frontu w globalnej wojnie z terrorem.

Tarcza antyrakietowa w Polsce, będzie chronić tylko i wyłącznie Stany Zjednoczone (Jeżeli ewentualnie zostaną zamontowane pociski a nie tylko elementy wczesnego ostrzegania). My będziemy chronieni pośrednio, ale nie przez antyrakiety a szeroko rozumiane partnerstwo z USA. Niestety może to okazać się dla nas także bardzo niebezpieczne:

''Nie należy się też dziwić, że szef rosyjskiego sztabu generalnego, gen. Jurij Bałujewskij, niedwuznacznie zasugerował, że Polska może stać się celem w przypadku rozmieszczenia na naszym terytorium cześci systemu MD. Zadziałałby bowiem mechanizm dylematu bezpieczeństwa (security dilemma), wielokrotnie już opisywany przez naukę o stosunkach międzynarodowych."

"Rosja ma już kłopty z kilkoma stacjami (wczesnego ostrzegania) w Azerbejdzanie, Kazachstanie i na Ukrainie. Stacje są dzierżawione i obslugiwane przez rosyjski personel. Położone na Ukrainie stacje kontrolują ok. 2 tyś kilometrów rosyjskiej granicy. Wiele wskazuje na to, że Ukraincy przekażą jeszcze w 2006r kontrolę na nimi Amerykanom. Ci zaś moga postąpić podobnie jak z stacją na Litwie i zlikwidują ją. Rosja pozostałaby wówczas bez informacji z ogromnego, ważnego strategicznie sektora"

Przy okazji:
Rumuńsko-amerykańska umowa o bazach.
10.03. Dnia 7 marca opublikowano rumuńsko-amerykańską umowę o stacjonowaniu wojsk USA w Rumunii. Uprawnia ona do ataku z bazy w Rumunii bez zgody jej władz.

„Umowa między Rumunią a Stanami Zjednoczonymi Ameryki dotycząca działalności sił zbrojnych USA stacjonujących na terytorium Rumunii” została podpisana 6 grudnia, ale dopiero 7 marca opublikowana. Zgodnie z porozumieniem Amerykanie będą mogli atakować z bazy rumuńskiej każdy cel na świecie bez wiedzy Bukaresztu. Jak stwierdził na spotkaniu Komisji Obrony i Spraw Zagranicznych Senatu Teodor Bacowski „strona amerykańska nie ma obowiązku informowania strony rumuńskiej o przeprowadzeniu z terytorium Rumunii ataku przeciwko innemu państwu”. Wywołało to olbrzymie zaniepokojenie większości opozycyjnych senatorów, tym bardziej, że w umowie nie jest określone jakie formacje mogą przebywać na terytorium Rumunii. Ponadto porozumienie nie reguluje sytuacji prawnej żołnierzy USA, ponieważ władze rumuńskie zrezygnowały z prawa jurysdykcji karnej „z wyjątkiem poważniejszych przypadków, w których obie strony uzgodnią możliwość prowadzenia postępowań sądowych na obszarze Rumunii”. Nieścisłości traktatowe prowadzą analityków do stwierdzenia, że władze Rumunii potraktowały umowę bardzo pobieżnie, nie rozumiejąc konsekwencji, jakie mogą wywołać niektóre, zbyt zgeneralizowane, a zatem różnie interpretowane artykuły.

Umowa daje zatem olbrzymie uprawnienia dla wojsk USA, umożliwiające im niezawisłe operacje. Zdaniem wielu specjalistów jest to kolejny przykład tendencji do unilateralizmu w polityce prezydenta Busha. Od czasu ogłoszenia 17 września 2002 roku „Narodowej Strategii Bezpieczeństwa”, która umożliwia wojskom USA na atak prewencyjny wszędzie tam, gdzie byłyby zagrożone interesy amerykańskie, prezydent Bush stara się uzyskiwać coraz większe wpływy w celu budowy systemu unilateralnego stosunków międzynarodowych. Przejawia się on w preferowaniu rozwiązań siłowych i militarnych, forsowaniu działań jednostronnych bez konsultacji z innymi podmiotami oraz w selektywnym przestrzeganiu prawa międzynarodowego. Komentatorzy twierdzą, że umowa z Rumunią jest potwierdzeniem tego modelu polityki.


>