| ||
|
Patrzysz na wypowiedzi wyszukane dla hasła: Komis fotograficzny Kraków
|
| Szukaj:Słowo(a): Komis fotograficzny Kraków |
Tiaa. I jeszcze giełdę na Balickiej. Kiedyś przed laty ukradziono mi auto właśnie przy tej giełdzie. Jakoś od tego czasu mam pewne obawy jak tam jadę. Zresztą sprzętu mało, a coraz więcej podejrzanych postaci - szkoda się denerwować. |
witam na poczatku powiem ze jestem laikiem i dopiero zaczynam swoaj przygode z fotografia... zakupilem swoj pierwszy aparat jest nim Minolta X-300 a dokladnie to: http://allegro.pl/show_item.php?item=79053717 jest tam napisane ze pasuja do tego aparatu obiektywy MD i MC ja chcialem spytac czy beda pasowaly mi obiektywy M42 o ktorych tak duzo mowicie tutaj i prosze sie ze mnei nie smiac ... pozatym chce dokupic jeszcze jakis obiektyw z duzym zoomem moze mi cos doradzicie. wogole to buszuje po necie probujac znalesc cos na temat startu z fotografia i ciezko mi bo wszyscy sypia slangiem fotograficznym a ja nie wiem o co chodzi pozdrawiam P.S. wie ktos gdzie w krakowie jest jakas gielda fotograficzna lub jakies sklepy czy komisy z akcesoriami do starszych aparatow |
GrzesiekH, ja kiedyś dostałem taką stopkę w serwisie foto w Krakowie, poszukaj również we Wrocławiu, komisy/serwisy foto mają tam różnego rodzaju części np od jakiegoś starego aparatu, lub sam z czegoś wymontuj np z zorki, zorki C ma właśnie stopkę wkręconą na trzech wkrętach, podobnie jest w innych aparatach,pasuje do FGZ360 tylko ostatnie styki trzeba wcisnąć aby całkiem nasunąć lampe, jednak tak będzie pewnie z każdą tego typu stopką również z tą do której podałeś link a nawet gorzej bo nie ma sfazowanej krawędzi, ale kilka ruchów iglaczkiem i po problemie [ Dodano: 2008-05-16, 16:10 ] |
Ewa - małe sklepy są ale jest ich mało i są małe (-; W Krakowie w sumie to już tylko komisy. A - kiedyś taka firma jak Big-Fox (mieli kilka sklepów z branzy elektroniki użytkowej (audio tv, foto też)) miala również pentaksy - nawet kiedyś diagnozując usterkę w swojej 360ce widziałem że mieli np. lampy pentaksa, ale coraz mniej tego. I z rozmów z zaprzyjaźnionym komisantem - "panie, albo pan masz kanona, albo jak pan szpaner to nikona, no ostro się w cyfrze panoszy olek - reszta to powoli marki dla wtajemniczonych".... Więc wiesz, rozumiesz. Taki lajf.
|
Komisy foto w Krakowie to ciekawy temat . Na samej Zwierzynieckiej są chyba aż 3 - ale ile razy bym tam nie przyszedł zawsze są zamknięte . Nie wiem co robią ich właściciele - czyżby przerzucili się już tylko na handel przez internet ? |
annuszka, powitać :) bardzo proszę uściskać Kraków ode mnie za te pięć (prawie sześć) lat w nim spędzonych, który zapewne można zaliczyć do tych najlepszych póki co lat w moim życiu ... po pierwsze za wszystkich niesamowitych ludzi, których poznałem ... za kiermasze świąteczne na rynku ... za planty ... za kopiec (bynajmniej nie kreta) ... za Miasteczko Studenckie ... za AGH ... za Bracką i okoliczne uliczki ... za komisy fotograficzne, bo w jednym z nich rozpoczołem przygodę z marką na P a w większości z nich spędziłem razem z funflem długie godziny na rozmowach ze sprzedawcami ... za Zakrzówek ii wiele jeszcze podobnych, magicznych miejsc ... za Kino pod Baranami .. ii ARS ... za tramwajki ... za linię 130 z dworca prawie pod drzwi mieszkania ... za happy hours ... za zimę 2001-2002 .. za wiosnę 2002 ... za Pod Pretekstem ... a jeśli rozumieć Kraków jako okres mojego życia a nie miasto to w szczególności za zajęcia pracowni fotograficznej w Wojniczu, których mi bardzo brakuje i tych ludzi, których tam poznałem i których brakuje mi jeszcze bardziej .... mógłbym tak jeszcze dłuuugo, ale po prostu napisze bardzo banalnie: za wszystko ... |
mój (były) współlokator posiada minolcie (ahhh to były piękne czasy dyskusji na tematy fotograficzne do późnych godzin nocnych .... jedne z milszych studenkich wspomnień) z bardzo superanckim obiektywem 100/2.5 - ktoś kto sprzedawał chyba nie miał pojęcia co to jest, bo kumpel ten obiektyw razem z apratem X-300 kupił za ... 150zł Gdy zaniósł seteczke do jednego z komisów w Krakowie to od ręki chcieli mu dać za nią 500zł .. ten obiektyw jak również zoomek 35-70/3.5, którego kumpel również posiada pochodził z czasów współpracy minolty z leiką ii rzeczywiście wykonanie, feeling, parametry optyczne tych obiektywów są niczego sobie (ten zoomek ponoć był później wykupiony przez leike nawet i robiony pod ich szyldem). X-300 parametrami nie zachwyca, ale dźwięk (szmacianej niestety) migawaki jest ... iii nie boje się użyć tego słowa: erotyczny [ Dodano: 2006-12-20, 22:01 ] |
Czyż on nie jest piękny? Tylko coś dużo sobie liczą w T.Górach. W Krakowie nie widziałem powyżej 500, ale nie były tak idealne. A to zdjęcie dałem w membersach to dam i tutaj Tylko trochę się rozmazało. |
wybacz o wielki Cichy ze ja - podly amatorszczyna smialem ocenic Twoje najwspanialsze pod sloncem (i ksiezycem ) zdjecia. ej Cichy Cichy, smiesznie sie zachowujesz... swoje robilem juz, jak wyszlo tak wyszlo. bedzie czas i mozliwosci zrobi sie cos jeszcze. nie krytykuje ogolnie Twoich zdjec, bo juz podkreslalem sa one dobre, tylko te konkretnie z tej sonki mnie sie nie podobaja; nie musza przeciez, tym bardziej, ze nie jest to jakas rewelacja. nie kazdemu sie Twoje fotki podobac musza i nie kazdemu sie podobaja. po to jest ten dzial, zeby sie wypowiadac cos za bardzo Ci nos idzie do gory; zbastuj bo zachaczysz o sufit... fakt ze masz uraz do minolty to rzecz nie podwazalna; gotow bys byl uznac byle co za lepsze od minolty i w tej kwestii wiadomo ze sluchac Ciebie nie ma po co, gdyz Twoje wypowiedzi sa bezpodstawnie stronnicze i czesto w tej kwestii nie na temat; prosi Cie ktos o wybor miedzy minoltami, Ty sugerujesz olympusa; prosi o wybor miedzy sonka a minolta, Ty sugerujesz canona... jest w krakowie taki jeden komis fotograficzny; pytam goscia co radzi, a1 czy s20 pro on mi na to ze leice. ok, ale ja chce pomiedzy a1 a s20 pro; powiedzmy ze leici nie ma, to a1 czy s20 pro - odpowiedz - leica... chociazby nie wiem jak ta leica miala byc dobra, to na ow dzien mialem jej juz dosyc, a goscia jeszcze bardziej... gdy dodatkowo zobaczylem cene leici, no to juz w ogole. coz... teraz pewnie znowu "strzelisz" jakis ciekawy wywod co do mojej wypowiedzi... jednak nie pokusze juz sie na czekanie informacji o tym, jaki to ja mizerny mam sprzet, a Ty wspanialy i ze w ogole minolta jest do bani. wlasnie powiedzialem to sobie juz sam, a szkoda nocy urywac. trzymaj sie i owocnego focenia zycze. |
uwaga! w dniu dzisiejszym (29/06/07) w okolocy godz 14:00 w poblizu ronda matecznego w Krakowie miala miejsce kradziez aparatu fotograficznego Panasonic DMC-FZ30 numer seryjny #H5SS04641 R. Jesli ktokolwiek zetknie sie na allegro czy innych serwisach internetowych, badz w jakims komisie z takim aparatem jest proszony o powiadomienie policji badz telefon (694 539 024) do mnie! oto jak ten aparat wygladal: http://m.byrtus.w.interia.pl/FZ30.jpg z gory dziekuje za zainteresowanie P.S. przepraszam, ze pisze tu o takich rzeczach ale mam nadzieje odzyskac aparat! |
Dobra, tez sie pochwale - pękło jakieś 9,5 tys od maja. Moj pierwszy sezon. Pierwsza trasa - Warszawa - Kraków. Pojechalem samochodem zobaczyc moto do komisu i juz nie moglem GO tam zostawic. Zostal katamaran - wrocilem po niego nazajutrz. Ta pierwzsa trasa Wawa-Krakow nauczyla mnie, ze stylowy kask "orzech" (patrz na foto obok) nie nadaje sie do jazdy. Nie bylem w stanie jechac szybciej, niz 50. Wiatr wdzierający sie do uszy rozwalal. Gogli oczywiscie nie mialem. Zatrzymalem sie przy jakims sklepie moto za Jankami i kupilem "byle co" z szybą za 120 pln. I pierwsze pozdrowienia (znane tylko z czytania o jezdzeniu) od jakiegos kolegi na enduro za Warszawą. Bardzo mile. Jak ja zaluje, ze sie w tym orzechu nie da jezdzic! Strasznie fajny. Ale juz mam nowy wymarzony kask - Bell z "Prawdziwej historii" - super! |
Ale przynajmniej mają giełdę foto Kraków ma kasiacorporation i kilka komisów.....z czego w co drugim zawyżone drastycznie ceny.... |
Tak na marginesie to czy ktos mi moze powiedziec gdzie w Krakowie sa jakies komisy foto??
|
Jest chyba na forum człowiek prowadzący komis foto w krakowie. Czasem w dziale giełda wrzuca zestawienie posiadanych szkieł do Pentaxa.
|
W zasadzie powinienem zacząć od tego, ze mój dziadek był fotografem. Miał pierwszy po wojnie zakład fotograficzny w Oleśnicy. Niestety nigdy dziadka nie poznałem, zmarł kilka lat przed moim urodzeniem. Sprzęt został rozwłóczony przez bliższą i dalszą rodzinkę. Z dzieciństwa pamiętam tylko jakiś papier światłoczuły, 1000-watowe (chyba) żarówki i metalowy statyw. Moje pierwsze samodzielnie zrobione zdjęcia to był rok 1986 i klasowa wycieczka do Krakowa. Zostałem wyposażony w enerdowskie cudo techniki Certo i poinstruowany, że „tu się wciska, tu się kręci itp.”. Po wywołaniu zdjęć efekt był tak beznadziejny, że skutecznie zniechęciło mnie to do fotografowania na długie lata, mimo, że tato zamienił potem tego Certo na „o niebo bardziej zawansowanego” Fieda 5. A potem było długo, długo nic i przyszedł rok 1999, kiedy kupiłem Zenita 122 w zestawie Fotosnajper z ambitnym zamiarem fotografowania ptaków. Przez parę lat wcześniej była jakaś małpka czy dwie, ale jakość zdjęć nie była powalająca i korciło mnie, żeby kupić coś lepszego i stąd ten Zenit. Ornitologią interesowałem się od dawna, więc obiekt zdjęć narzucał się sam. Inna sprawa, że efekty były nieadekwatne do ambicji. Doszedłem do wniosku, że łatwiej fotografować coś co nie ucieka i zacząłem zbaczać w stronę architektury (odzywała się druga pasja o znacznie dłuższym stażu, czyli historia). W tzw. międzyczasie dorwałem jeszcze w komisie Zenita 19. To był dopiero skok technologiczny: 1/1000s, synchro 1/125s. Metalowa migawka padł jednak po pół roku i to jak na złość akurat podczas fajnej sesji w parku z grzywaczami w roli głównej. 122-ka też zaczęła odmawiać posłuszeństwa i trzeba było się rozglądnąć za czymś nowym. Początkowo celowałem w Minoltę 505si super, tylko jakoś nie mogłem jej nigdzie dorwać. Romans z bagnetem K paradoksalnie zacząłem od przejściówki (bo napaliłem się na Zenita KM, którego też nigdzie nie można było dorwać). A potem w tym samym komisie kupiłem Revue AC4 (znaczy się Chinona Cp-5) i mogłem wreszcie zobaczyć jak wygląda porządnie wykonany wizjer i migawka (migawka z 19tki wyglądała jakby była klepana na kowadle), a potem to już poszło z górki. |
Postanowiłem zebrać info o sklepach jakie przewijają się na forum. Chodzi także o komisy, giełdy. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------- tu mozna kupic uzywane obiektywy manualne (i nie tylko) na bagnet K : http://www.kevincameras.com/ http://www.keh.com/ http://shphoto.de/ http://www.nanites.co.uk/index.htm Łódź:
Lublin:
lLublin -- ul. Orla 7 (chemia, papier, sklep, komis, lab) Radom:
Kraków:
Wrocław:
lul. Odrzańska - sklep, komis i lab w jednym, wysokie ceny. lul. Krakowska 98 - www.foto-raj.pl lJest jeszcze giełda foto w Klubie Kolejarza (na piętrze Dworca Głównego PKP) w każdą sobotę ok. 9-12 (ostatnimi czasy łatwiej tam dostac jakis korpus niż szkło). lMM lSaturn Bielsko-Biała: l komis: "Horyzont" Sklep Fotooptyczny 43-300 Bielsko-Biała, pl. Żwirki i Wigury 9 a - woj. śląskie tel. 033 815 08 94 pełno różnych rupieci, obiektywy praktycznie tylko manualne. Niestety ceny obiektywów w porównaniu z allegro są bardzo wysokie Dublin:
lExchange Cameras, George St lBermingham Cameras, Burgh Quay lConn's Cameras, za Brown&Thomas na Grafton St. - ten szczegolnie. Obsluga tip-top |
W jedynym chyba ocalalym w Krakowie komisie foto stoi pudelko z 6 obiektywami - zdaje sie, ze same Anarety zwykle i "S". Cena? Tysiac dwiescie zlotych. Padlem! |
kumpel kupil w krakowie 52mm w komisie fotograficznym na wislnej albo na tej ktora idzie od filharmonii do jubilata, a nigdy nie pamietam jak sie nazywa...
|
Tymczasem trochę fotek naszego rodzimego artysty. http://www.zpaf.pl/pl/galeria/?id=41 Plus tekst do zdjęć: Mężczyzna w skupieniu prowadzi partnerkę, tak jakby mówił: „zobaczcie jaka jest piękna”, a ona poddaje mu się z zaufaniem. W momencie, kiedy kobieta zechce dominować kończy się tango argentyńskie - opowiada Stanisław Markowski, artysta fotografik, który przygotował do druku album poświęcony temu tematowi. Pierwsze zdjęcia zrobił w Krakowie. Następne na międzynarodowym festiwalu w Lizbonie - „To tam doznałem olśnienia, widząc setki ludzi zatopionych od wieczora do rana w muzyce i tańcu” - wspomina. Kiedy po pewnym czasie w Krakowie wstąpił do komisu i zobaczył nieduży, stary bandoneon, rzecz niezwykle rzadką w Polsce, nie tylko go kupił, ale i uznał za znak, że ma zrobić album o tangu argentyńskim. Bo instrument ten najlepiej oddaje nostalgiczny charakter tego tańca. Choć podobny jest do akordeonu, głos ma bardziej chrapliwy i przejmujący. W opowieściach Markowskiego przewija się słowo milonga, bo to nazwa i tanga, i miejsca, gdzie się je tańczy. Iść na milongę, znaczy iść tańczyć tango. Na większości milong obowiązuje elegancki strój w stylu lat 30. Na ulicach miast wystarczą dżinsy czy zwykła sukienka. Liczą się jedynie buty - lekkie i nieślizgające się. Tango łączy ludzi. Robiąc zdjęcia w Paryżu, Markowski wyłowił z tłumutańczących Japończyka i Francuzkę, stewardesę Air France. Okazało się,że poznali się przed kwadransem, a tańczyli, jakby byli ze sobą od lat.Jerzy Sadecki Stanisław Markowski - urodził się 8 maja 1949 roku w Częstochowie w rodzinie Alfredy i Kazimierza Markowskich. Ojciec Kazimierz (1913–1998) był artystą malarzem i muzykiem, wprowadził też syna w arkana fotografii, brat Aleksander jest malarzem i pedagogiem. Dyplom magistra geografii uzyskał Stanisław na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1972 roku. Ma żonę Grażynę i 2 synów: Dominika i Piotra. Debiutował wystawą fotograficzną „Klimaty Krakowa” w 1971 roku. Następna to „Przedmieście”,poświęcona dzielnicy jego dzieciństwa - Zawodzie, w Częstochowie. Prócz fotografii, jego pasją jest muzyka. Komponuje, gra na pianinie, śpiewa. Tworzy muzykę głównie do poezji polskiej. Szczególnie inspirują go wiersze takich poetów, jak : Kazimerz Wierzyński, Jan Lechoń, Juliusz Słowacki, Krzysztof Kamil Baczyński, Leopold Staff, Stanisław Baliński, BolesławLeśmian, Leszek Aleksander Moczulski. Śpiewa również poezję własną. W 1980 roku skomponował muzykę do słów wiersza Jerzego Narbutta – „Solidarni”, która stała się oficjalnym hymnem Solidarności. W 2003 roku wydał swoją autorską płytę „Tęsknota”. Od 1977 roku jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików (nr leg. 463). |
to jeszcze ja dorzuce swoja histeryjke: zaczeło się nie wiem dokładnie jak, kiedy (chyba w podstawówce) i dlaczego, ale pamiętam, że baaaardzo chciałem fotografować iiii baardzo namawiałem rodziców, żeby kupili mi aparat z jakiegoś wysyłkowego katalogu (było to coś w rodzaju Lomo itp. - zupelnie sie na tym nie znalem, ale wiedziałem, że to aparat, ze chce go miec ii chce robić zdjęcia). Rodzice sie nie zgodzili ii tak straciłem kilka lat życia bez możliwości zostania drugim Ansel Adamsem or innym podobnym. Pierwszy mój aparat jaki miałem był z pierwszego (chyba) lombardo-ciuchlandu w Starachowicach ii była to Smiena - aa było to tak, że poszedłem z babcią do tego lombradu ii miałem sobie coś wybrać. Ostatecznie nic nie wybrałem, ale okazało się, że babcia kilka dni później kupiła w nim smiene ii że ponoć poszedł na wymiane za pare ubrań + 20.000zł :) Po zrobieniu rolki kolorowej i rolki cz.-b. okazalo się, że nakładały się klatki ii troche przybladł moj entuzjazm do fotografowania. Gdy byłem w liceum entuzjazm wrócił ze zdwojoną siłą. Będąc już starszym, bardziej odpowiedzialnym itd. tata powierzył mi swojego ... chwila napięcia ... Zenita TTL. Oooo tak, było pięknie :) Już po kilku rolkach stwierdziłem, że chyba nie posiadam odpowiedniego talentu, tzn. wszyscy dookoła twierdzili, że całkiem nieźle, że mam oko itp., ale ja widziałem, że to nie jest to, że na zdjęciach nie jest dokładnie to co chciałem, żeby na nich było, ale sie nie zniechęciłem. Czytałem, fotografowałem, czytałem, fotografowałem (ii tak do tej pory ) itd. Po prostu robiłem zdjęcia i tyle starając się udoskonalać swój warsztat. Liceum sie skończyło. Studia - oo tak. Nie udało mi się dostać na to co chciałem, ale w zamian dostałem coś o wiele dla mnie z perspektywu czasu cenniejszego - w mojej grupie był Misiek, który to osobnik fotografował zawzięcie iii co więcej uczeszczał na kółko fotograficzne (tzn. przepraszam - zajęcia "pracowni fotograficznej FOTUM w Wojniczu" - lepiej brzmi ;) ). Ja mialem Zenka, funfel Praktice ii tak od czasu do czasu można było zauważyć w okolicach rynku w Krakowie czy plant dwóch podejżanych typków. W ten sposób przetwaliśmy pierwszy rok studiów .. ale zenek już nie .. w niewyjaśniony sposób porwał mi dwa negatywy tuż przed końcem pierwszego roku akademickiego (czyli 2-3 studenckie dni bez obiadu ), pokrętło czułości się rozsypało itd. itp. Rozpoczołem poszukiwania - krakowskie komisy, internet itd. itp. w ten sposób trafiłem na jakieś zestawienie manualnych lustrzanek - okazało się, że najfajniejsze parametry w przedziale cenowym, na który mogłem sobie wtedy pozwolić miały lustrzanki nieznanej mi dotąd firmy Pentax (tzn. prawie nieznanej, bo kiedyś na nieisnejącej już stronie 35mm.v.pl była dość przychylna opinia na temat mz-5 (nawet chyba gdzieś ją mam na dysku). "Ki czort" pomyślałem sobie. "Nie Nikon? Nie Minolta? (jakoś nie wiedzieć dlaczego nie pałałem nigdy uczuciem do firmy Canon .. chyba nie lubie tego co masowe tak jak wole np. Nike od Adidasa - coś w tym rodzaju .. Nikon=Nike a Canon=Adidas). Nie szukając długo trafiłem na www.pentax.osw.pl - (maj2002r.) - dział korpusy "MeSuper" łoooo - to było to. Małe rozczarowanko, że nie ma podglądu głębi ostrości, ale SuperA miał, a zdjęcie na OSW baaaaardzo mnie zachęcało do zainteresowania się tym modelem. W między czasie funfel miał kupić aparat znajomej. Choć jak się okazało, nie był zwolennikiem firmy na P (raczej Canon rulez .. ale ii tak został minoltowcem) kupił jej P30n z jakąś 50tką. To był mój pierwszy kontakt z Pentaxem. W komisach okazało się jednak, że poza tym p30n pentaxów nie było, nie ma ii nie będzie .. ale pewnego, pięknego dnia podczas kolejnej wycieczki szlakiem krakowskich komisów stał sobie w jednym z nich MeSuper. "WOW" pomyślałem sobie. W tym to komiesie tak mi się zdaje był wtedy fotopentax (tak jak kiedyś Panu mówiłem, jeśli Pan to również przeczyta, to ja spotkałem Pana kilka tygodni temu na Łobzowskiej w Krakowie), nie jestem pewien czy to Pan był, ale tak mi się wydaje, że tak. Okazało się w każdym razie, że ten ktoś może dostarczyć na następny dzień SuperA - "Dwa razy WOW" - pomyślałem sobie :D Okazało się, że to nie był SuperA, ale SuperProgram z 50/2, ale ostatecznie to to samo. Oczywiście przyszedłem z moim guru czyli funflem, żeby wydał werdykt - nie był zachwycony bo to Pentax, ale powiedział, że jak mam kase to brać - no to wziołem :D Baaardzo się wtedy zastanawiałem dlaczego lustrzanki o tak dobrych parametrach są statystycznie dość tanie ii statystycznie dość nieznane. Naprawde wszystko co najlepsze dla mnie zaczeło się na drugim roku studiów kiedy funfel stwierdził, że jakby pogadał ze swoim guru prowadzącym zajęcia w pracowni FOTUM to może mógłbym na nie również uczęszczać (z Krakowa nie jest tam daleko) iii tak się stało. W ten sposób pierwszy raz wywoływalem zdjęcia, pierwszy raz moje zdjęcia wisiały na wystawie, pierwszy raz jechałem na motorze śpiąc jednocześnie po jednej z "ciemniowych" imprez .. oczywiście jako pasażer - funfel ma WSKe - super motor Dane mi było poznać niesamowitych, wspaniałych ludzi ( nie tylko "ciemniaków", ale wspaniałą rodzine Miśka ii jego znajomych) ii zdecydowanie tego kółka, tych weekendów będzie mi najbardziej brakować po skończeniu studiów (mam nadzieje, że od czasu do czasu będę się tam pojawiał, ale nie jest zbyt blisko, a jak się zacznie praca to już w ogóle pewnie nie będzie jak) .. jak zwykle sie rozpisalem, a i tak nikt tego nie będzie czytał ... aa mógłbym tak jeszcze troche .. oo nocnych polaków rozmowach (po drugim roku i do końca funfel był moim współlkatorem - wiele było rozmów na temat fotografi, warsztatu, ciemni, techniki, sprzęty, wojen ii wojenek wyższości pentaxa nad minoltą - kumpel trafił okazje, żeby kupić minolte z 100/2.5 produkowaną przy współpracy z leicą za chyba 150zł komplet - super szkiełko), o współnych wypadach w plener, o Arabie z torbą wyładowaną bronią w jednym z komisów w Krakowie (dlatego mówiliśmy potem z kumplem, że idziemy "do Araba") A to dlatego, że w sumie to wszystko to właśnie mój początek przygody z fotografią ... no ale dobrze, już dobrze .. będzie tego pisania |
„Bylinka” i piwo „nealko” dla kierowców – nasza wizyta w Czechach. Normalny dzień w pracy, dopóki Filu nie przesłał mi zdjęć cudnej czerwonej Skody 1000MB. Trochę poruszony (jak po każdej dawce nowych zdjęć najpiękniejszego - przynajmniej w mojej ocenie - modelu) nawet nie zdążyłem spytać o szczegóły, gdy już w oknie komunikatora przeczytałem „jedziemy jutro rano”. Długo mnie nie trzeba było namawiać, nawet pytania „co? jak? o której?” wydawały mi się zbędne. Byliśmy umówieni o 6 rano pod SP 80 w Krakowie – Nowej Hucie. Wszystko było gotowe: skrzynki z narzędziami, podstawowe części zamienne, brakowało tylko… Karola. Po umownym „kwadransie studenckim” na horyzoncie wśród współczesnych „plastikowych” samochodów zauważyłem znajomą i charakterystyczną sylwetkę zielonej Skody 105L. Przed wyjazdem jeszcze planowaliśmy zmienić wężyk od pompy paliwa do gaźnika, co nastąpiło i zajęło nam trochę czasu przeznaczonego na jazdę. Po szybkiej, niestety niepotrzebnej - jak się później okazało - naprawie udaliśmy się po jeszcze jedną, jakże ważną współtowarzyszkę – Gośkę. W komplecie już zaczęliśmy przemierzać poranne krakowskie korki, szybki postój na tankowanie i wypłatę z bankomatu i jedziemy dalej. W trasie autko spisywało się wzorowo jak na swój wiek. Po przekroczeniu granicy mieliśmy trafić do miejscowości Orlova, jak to Karol określił „tutaj drogą wzdłuż granicy, a potem w lewo”… No nic pomyślałem i bezstresowo zacząłem podziwiać krajobrazy czeskiej ziemi. Pierwszymi większym miejscem gdzie można było zobaczyć wyroby dawnej czechosłowackiej myśli technicznej była Karvina. Na pierwszy „rzut” poszła Škoda-LIAZ w wersji pożarniczej zbudowana na podwoziu Karosa. Wykorzystuje ona zarówno podwozie tej firmy jak i cale elementy tak jak ścianę czołową pochodzącą z autobusu z rodziny Karosa 700. Później kilka furgonetek Skoda 1203, w tym jedna w wersji valník (pick-up). Niestety nawet w Czeskiej Republice coraz mniej ładnie utrzymanych starszych skodovek. Większość to przerdzewiałem modele 105/120 z serii M. Po kilkunastu minutach naszym oczom ukazał się cel podróży – komis samochodowy. Od razu rzuciła mi się w oczy prześliczna sylwetka opadającej klapy i „wystających” błotników ponad linię maski niczym Porsche 911. Przyszedł pan którego specjalnie ściągali na ranną zmianę, gdyż on cokolwiek umiał po polsku. Przystąpiliśmy do oględzin. Silnik po „podpompowaniu” paliwa poprzez pompkę ręczną zaskoczył lecz jak to bywa w starych Skodach zdławił się co oznaczało, że nie był odpalany wcześniej przed naszym przyjazdem. Ponowne odpalenie przyniosło pożądany efekt i czterdziestoletni motor basowym głosem ożył. Pracował równo i spokojnie co rokowało na możliwość bezawaryjnego powrotu do Polski. Pod tylną maska oryginalny silnik jeszcze gdzie niegdzie widać oryginalne naklejki numerami danych podzespołów i napisem „MADE IN CZECHOSLOVAKIA”. Przystąpiliśmy do oględzin blacharsko-lakierniczych i tu już również było nie najgorzej, podłoga cała zakonserwowana, bez rdzy czy dziur, mocowania wahaczy całe i proste. Przednie zawieszenie również w dobrej kondycji. Z wierzchu natomiast Skoda wypadła gorzej, nieoryginalny lakier został niestarannie położony (widać gdzie nie gdzie zacieki) w kilku miejscach widać drobne pęknięcia i małe wgniecenia od położenia czegoś na samochodzie. Pod przednią klapą dość czysto, po stronie pasażera charakterystyczny zbiornik na płyn do spryskiwaczy z napisem „Gejzír”. Na końcu komplet szczęk hamulcowych i dwa używane cylinderki hamulcowe. Wnętrze samochodu to brązowo-biała tapicerka w dobrym stanie. Na desce rozdzielczej poprzedni użytkownik przykleił okleinę drewnopodobną co po upływie kilku, a może nawet kilkunastu lat nie wygląda imponująco. Ale efekt ratuje prędkościomierz wraz ze wskaźnikami temperatury i paliwa w zbiorniku, który po prostu urzeka. Oprócz wskaźników są jeszcze kontrolki prawego i lewego kierunkowskazu oraz cztery kontrolki poniżej: świateł drogowych, ładowania, ciśnienia oleju i rezerwy paliwa – czyli niezbędne minimum potrzebne do jazdy. Wszystko w aucie jest sprawne, światła działają, kierunkowskazy są. Gdy Reszta „ekipy” naradzała się nad zakupem „embečko” ja zacząłem się bawić moim ulubionym gadżetem – trójkącikami w przednich drzwiach które są uchylane za pomocą korbki! Przed drogą dobrze by było wiedzieć czy mamy zapas więc zabrałem się za otwieranie schowka na koło zapasowe, które znajduje się za przednią ścianą nadwozia pomiędzy bagażnikiem i bakiem. Przesunięci dźwigienki i moim oczom ukazała się „rezerwa”. Karol z Gośką podjęli decyzję o zakupie. Niestety w komisie nie było możliwości zapłacenia polską walutą, więc udaliśmy się do centrum miasta do směnárni (po czesku kantor, w wolnym tłumaczeniu zmieniania w domyśle walut, bardzo zresztą bardzo mi się podoba ta nazwa). Po pospisywaniu wszelkich umów, miły pan z komisu wdrukował nam tablicę pozwalającą na jazdę przez 10 roboczych dni. Zalaliśmy piątaka benzyny przytarganą z Polski i wyruszyliśmy w drogę do Českýego Těąína. Skoda dumnie ruszyła z charakterystycznym pomrukiem wydechu. Ja jechałem 105-ką zaraz za Karolem i podziwiałem dostojność z jaką sunęła po czeskich równych drogach. Zanim pojechaliśmy w drogę powrotną wstąpiliśmy do mojej rodziny, gdzie zostaliśmy poczęstowani tradycyjnym knedlem z gulaszem i niealkoholowym piwie. Podczas obiadu zostaliśmy uraczeni opowiadaniami na temat, moich przygód z dzieciństwa w starej Skodzie 100 jak i skąd się wzięła nazwa „Spartak” popularnej Skody 440 – ale o tym kiedy indziej. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w kierunku granicy, teraz ja jechałem 1000MB. Skoda spisywała się świetnie, przyspieszała i hamowała lepiej niż 105 która przed chwila miałem okazje jechać. Już na 2 skrzyżowaniu przyzwyczaiłem się do „łopatkowego” włączania kierunkowskazów i nawet wydało mi się to dużo praktyczniejsze od zwykłego. Duże koło kierownicy bardzo sprawnie i lekko działało, nie odczułem nadsterowności takiej jak 105/120 ale to dzięki bakowi który jest umieszczony pod przednim bagażnikiem. Zaraz po wjechaniu na drogę S1 Skoda zaczęła żwawo „ciągnąć” a delikatne drgania przy dużych prędkościach nie dziwią przy takim wieku. Zjechałem na stację w celu do tankowania tysiączki, brak blach wzbudził podejrzenie obsługi i pan wyszedł do mnie żeby zatankować. Wziął pistolet i zaczyna szukać wlewu paliwa, jakie było jego zdziwienie kiedy po moim pociągnięciu czego trzeba wewnątrz wozu - znaczek „Skoda” z ozdoby na przednim błotniku otworzył wlew. Po zatankowaniu dalej prowadziłem, Skoda podczas jazdy ponad 100km/h osiągała temperaturę ok. 80-90°C co było miłym zaskoczeniem, gdyż obawiałem się, że będzie z tym problem. W Bielsku-Białej stanieliśmy w korku i tu zaskoczenie - temperatura spadła do 75°C. Jednak wiatrak podłączony na stałe za pomocą paska klinowego był strzałem w dziesiątkę czechosłowackich konstruktorów. Mojej radości z jazdy samochodem nie da się opisać. Skoda bardzo dzielnie jechała, wzbudzała ogromne zainteresowanie zarówno wśród kierowców jak i przechodniów, którzy niejednokrotnie zatrzymywali się, by zobaczyć co to jedzie. Można by długo jeszcze pisać o wrażeniach z jazdy ale każdy powinien sam na swój sposób tego doznać. Myślę, że wróciła mi choroba która nazywa się „Skoda 1000MB”. Wielkie podziękowania dla mojej rodziny za poczęstunek, dla Karola za możliwość jazdy tym wspaniałym samochodem, dla Gośki za dobre chęci z plastrem, kanapki, towarzystwo no i kawę, która piłem pierwszy raz od bodajże roku. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Na koniec krótkie video z zakupu i pierwsze metry nowym nabytkiem dostępne tutaj tekst i foto Kebab |
|